Mieczysław Karłowicz

Ikona twórczych czasów Młodej Polski. Miłośnik Tatr, narciarstwa, wspinaczki; wybitny kompozytor i fotograf. Zmarł tragicznie, porwany przez lawinę na zboczach Małego Kościelca, mając zaledwie 33 lata.

Młodość Mieczysława Karłowicza
Na temat historii Karłowicza można napisać naprawdę wiele. Każdy z etapów życia wybitnego miłośnika gór i muzyki wnosi do niej ciekawe elementy, zacznijmy jednak od początku… Mieczysław Karłowicz przyszedł na świat 11 grudnia 1876 roku w Wiszniewie (historyczna Litwa), gdzie spędził wraz z rodziną pierwsze 6 lat życia. Od najmłodszych lat Karłowicz wychowywany był w atmosferze zamiłowania muzyki. Kiedy w 1882 roku rodzina Karłowiczów sprzedała swój majątek, życie młodego Mieczysława przeniosło się do Heidelbergu, następnie w 1885 roku do Pragi, w 1886 – do Drezna, by w 1887 zawitać do Warszawy, gdzie rodzina Karłowiczów osiedliła się już na stałe. W Heidelbergu i Dreźnie Mieczysław Karłowicz chodził do szkół ogólnokształcących, od 1888 uczył się w szkole realnej Wojciecha Górskiego w Warszawie. Już od siódmego roku życia Karłowicz uczył się gry na skrzypcach, zaś podczas pobytu za granicą poznał muzykę operową i symfoniczną, m.in. dzieła Georgesa Bizeta, Carla Marii von Webera, Johannesa Brahmsa, Bedřicha Smetany. Pobierał nauki u Jana Jakowskiego, Stanisława Barcewicza, Zygmunta Noskowskiego i Gustawa Roguskiego. Rzecz jasna, już w młodości zaczął komponować. W kolejnych latach (1893-94) Karłowicz studiował na Wydziale Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego, w 1895 wyjechał do Berlina. Choć początkowo jego plany były inne, zaczął pobierać prywatne nauki u Floriana Zajica, potem u Heinricha Urbana. Jednocześnie uczęszczał na wykłady z historii muzyki, historii filozofii, psychologii i fizyki na wydziale filozoficznym Uniwersytetu w Berlinie. Całym sercem poświęcił się kompozycji. To właśnie z lat „berlińskich” pochodzi większość jego zachowanych pieśni solowych. W 1901 roku Mieczysław Karłowicz ukończył studia i postanowił wrócić do Warszawy. W 1903 działał w Zarządzie Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, przy którym założył i prowadził orkiestrę smyczkową.

Karłowicz i Tatry
Choć muzyka była wielką pasją Mieczysława Karłowicza, zajmowała tylko połowę jego serca. Druga część należała do gór, do Tatr. Zakopane zachwyciło go już wtedy, gdy był tam po raz pierwszy – w lipcu 1889 roku, jako trzynastoletni chłopiec. Od tego czasu Karłowicz odwiedzał to miejsce, a w 1906 roku osiedlił się tu na stałe. Z Tatrami łączyła go szczególna więź, aktywnie działał w Towarzystwie Tatrzańskim, publikował artykuły z wycieczek w góry, pasjonował się wspinaczką, fotografiką i jazdą na nartach. Był jednym z pionierów polskiego taternictwa, a wraz z Mariuszem Zaruskim – inicjatorem idei TOPR-u. Wyznawał dość dyskusyjne poglądy na temat taternictwa. Nie był zwolennikiem wprowadzania sztucznych ułatwień, nie tolerował również czystej sportowej rywalizacji, promując raczej estetyczne podejście do zdobywania szczytów. Góry traktował ze szczyptą mistycyzmu, szanował je i ich ciszę. Wyznawał klasyczny styl wspinaczki, który nie „narusza” samej góry. Stanowczo opowiadał się za ochroną przyrody i okazywaniem przez turystów szacunku dla miejsca, w którym się znajdują. Kochał Tatry, spędzał na górskim łonie mnóstwo czasu. Przebył w zimie i w lecie całe mnóstwo szlaków, które chętnie fotografował i opisywał.

Śmierć Mieczysława Karłowicz
Nadszedł jednak feralny dzień, 8 lutego 1909 roku. Karłowicz wyszedł w góry wczesnym rankiem, zabierając ze sobą jedzenie, narty i nowy aparat fotograficzny, który chciał przetestować. Co prawda wcześniej miał inne plany, chciał przejść przez masyw Czerwonych Wierchów, jednak za radą Zaruskiego porzucił te chęci, celując w pozornie bezpieczny Czarny Staw Gąsienicowy. Niestety na wschodnich stokach wschodniego Kościelca podciął wyglądające na trwałe zalegające masywy śniegu, wywołując lawinę, pod którą zginął. Wokół tej tragicznej śmierci rozgorzało wiele dyskusji: niektórzy twierdzili, że Karłowicz sam prowokował śmierć, że umyślnie wtargnął na zagrożony teren. Jako przeciwwagę tym słowom można przytoczyć wypowiedź Zaruskiego: „dążąc bezpośrednio jego ostatnim śladem, który zadymka niezupełnie jeszcze zawiała, podziwiałem ostrożność jego w wyborze drogi: nie tylko pod Małym Kościelcem ślad jego nart szedł kilkadziesiąt metrów powyżej letniej ścieżki, pod samymi niemal ściankami, lecz nawet z Karczmiska, zjeżdżając na Halę Gąsienicową, dalekim łukiem objechał stromy upłazek, którym letnia ścieżka idzie, ażeby nie spowodować na nim lawiny”. Ślady nart Karłowicza świadczą o tym, że do ostatnich chwil chciał on uciec lawinie. Plotki o rzekomym samobójstwie ucichły, zwłaszcza że większość ludzi znała rozważne i zachowawcze poglądy Karłowicza. W miejscu tragicznej śmierci postawiono pamiątkowy Kamień Karłowicza oznaczony jego ulubionym symbolem, mającym przynosić szczęście krzyżykiem niespodzianym.