Jak poinformował leśniczy Tatrzańskiego Parku Narodowego z rejonu Morskiego Oka Grzegorz Bryniarski, do potknięcia się konia doszło około 500 metrów od Palenicy Białczańskiej. Po upadku zwierzę zostało skierowane na badania weterynaryjne, które miały stwierdzić czy w trakcie zdarzenia nie doszło do powstania obrażeń. Leśniczy poinformował, że w sobotę 4 maja, lekarz weterynarii nie stwierdził żadnych obrażeń, a koń został dopuszczony do dalszej pracy. W rozmowie z Tygodnikiem Podhalańskim prezes Stowarzyszenia Przewoźników Władysław Nowobilski stwierdził, że "Koń po prostu się poślizgnął i upadł, ale nic mu się nie stało".
Zupełnie inne zdanie na temat wypadku ma Fundacja Viva, która walczy o likwidację transportu konnego na szlaku do Morskiego Oka. Obecnie członkowie organizacji szukają świadków tego zdarzenia. Sytuacją zainteresowali się również przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska, którzy zapowiedzieli, że sprawa upadku konia zostanie zbadana.