Wyciąg orczykowy

Jeszcze niedawno Zakopane i okolice oferowały narciarzom z całej Polski szeroki wybór stoków i wyciągów. Dziś ten krajobraz ulega znaczącej zmianie. Wiele prywatnych stacji narciarskich zniknęło z mapy Podhala, a te, które pozostały, z niepokojem spoglądają w przyszłość.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Słabe zimy, ciągła wojna cenowa między właścicielami stacji, roszczenia właścicieli gruntów, którzy coraz wyżej cenią sobie dzierżawę terenów, a także brak zgody między wspólnikami czy sąsiadami prowadzącymi biznesy to tylko niektóre z czynników, które przyczyniły się do upadku wielu małych wyciągów. Narciarski biznes stał się domeną dużych stacji narciarskich, które również mają się czego obawiać. W Zakopanem i okolicznych miejscowościach jeszcze kilkanaście lat temu funkcjonowało wiele prywatnych wyciągów narciarskich. Przeważały kilkusetmetrowe stoki wyposażone w wyciągi orczykowe czy tzw. "wyrwirączki". Czas sprawił, że większość z nich przestała istnieć. Zostały w większości tylko duże stacje, a od wielu lat, mimo zapowiedzi budowy, nie powstał żaden nowy wyciąg narciarski. Najbardziej znanymi przykładami upadku narciarskiego biznesu w Zakopanem są zamknięte trasy na Gubałówce i Nosalu. Trasa zjazdowa z Gubałówki została zamknięta już w 2004 roku, a wymagający stok na Nosalu, będący wizytówką miasta, przestał działać w 2009 roku. Mimo planów i obietnic, trasy te nie zostały ponownie otwarte. Zamykanie wyciągów narciarskich to ogromny cios dla lokalnej turystyki. Narciarstwo jest jednym z głównych powodów, dla których turyści odwiedzają Podhale zimą. Podhale ma ogromny potencjał, ale wymaga mądrego i odpowiedzialnego podejścia do rozwoju turystyki, aby nie tylko przetrwać, ale i rozwijać się. Konieczne jest jednak podjęcie działań, które pozwolą na odwrócenie negatywnego trendu, tj. dialog z właścicielami gruntów, inwestycje w modernizację istniejących wyciągów i budowę nowych.