Urodzony w 1960 r. na Opolszczyźnie Wojciech Krzyściak to postać stanowczo nietuzinkowa. Dzieląc się swoimi wspomnieniami w rozmowie z serwisem Onet ukazuje obraz postaci, którą determinacją i ciężką pracą wyszła z totalnego ubóstwa. Dziś w końcu jest jednym z największych magnatów biznesowych w tej części Polski.
Jako malutkie dziecko przybył z samotną matką do Zakopanego, z którym związany jest całe życie. Od małego musiał ciężko pracować – w domu się nie przelewało. Matka i on byli fatalnie traktowani przez jego brutalnego ojczyma. Niejednokrotnie mały chłopiec musiał kraść chleb i nabiał z okolicznych sklepów, aby nie umrzeć z głodu. Jednak już jako 6-latek podjął się zarobkowania przy zabieraniu wózkiem (lub sankami w okresie zimy) walizek turystów z dworca do zakopiańskich pensjonatów. Już jako nastoletni chłopak zajął się sprzedażą wody gazowanej. W tym celu wykupił z wózek z saturatorem, który mimo ogromnej wagi niestrudzenie pchał ulicami Zakopanego.
W latach 80. zajmował się nielegalnym obrotem walutą (był tzw. cinkciarzem). Czas na prawdziwy „boom” w jego karierze przyszedł jednak w latach 90., czyli tuż po upadku komunizmu w Polsce. Wtedy też wszedł w branże odzieżową (produkcja toreb damskich z ortalionu), w porę przerzucając się na gastronomię, w której zarabia ogromne pieniądze po dzień dzisiejszy.
Zaczęło się od małego lokalu z lodami – obecnie jest to kilka popularnych restauracji w Zakopanem. Kryściak jednak prężnie inwestuje w inne sektory działalności gospodarczej, jak chociażby sprzedaż dóbr luksusowych, takich jak drogie alkohole, kosmetyki czy biżuteria. Dzięki dywersyfikacji źródła dochodów biznesman relatywnie „bezboleśnie” przebrnął przez okres zamknięć lokali gastronomicznych przy okazji pandemii COVID-19.
Obecnie Kryściak działa także w branży hotelarskiej i rozrywkowej. Buduje luksusowe hotele i marzy o… postawieniu góralskich domów w pierwszej bazie, jaką ludzie postawią na planecie Mars. Co jak co, ale swój plan chce konsekwencje realizować, przez inwestowanie w odnowę przedwojennej Szkoły Przemysłu Drzewnego, która będzie dostarczać najlepszych fachowców od obróbki drewna. Z resztą sam biznesman zdaje się być absolutnie zafascynowany tym budulcem i możliwościami, jakie daje (sam przyznaje, że swój dom postawił z drewna, impregnując jedynie propolisem, mającym naturalne pochodzenie). Nie jest to jednak koniec to jego osobliwych pomysłów. Mówi o zbudowaniu stoków Gubałówki kaskadowo ustawionymi jacuzzi, z którego kąpiący się będą mieć świetny widok na Tatry, a także o wyprodukowaniu filmu anonimowanego, opartego na tatrzańskiej przyrodzie i legendach, związanych z rejonem (m.in. o śpiących rycerzach w masywie Giewontu). Wierzy głęboko, że popularność takiej produkcji może śmiało rywalizować z dziełami, wychodzącymi z wytwórni Disneya.
Trzeba przyznać, że Wojciech Kryściak to postać, która bardzo twardo trzyma się sloganu, iż „nie ma rzeczy niemożliwych”. Ciężko jednak na ten moment powiedzieć, jaka część jego ambitnych planów doczeka się realizacji. Niemniej, nie bez przyczyny mówi się, że „do odważnych świat należy”.