Bywalcy gór w otoczeniu szwajcarskiego Zermatt, które nieśmiało można nazwać alpejskim odpowiednikiem naszego Zakopanego, na pewno dobrze znają ten problem. Nieustannie przelatujące wokół słynnego Matterhornu oraz masywu Monte Rosa śmigłowce z turystami stanowią niemałą udrękę dla szukających spokoju i ukojenia w tamtejszym krajobrazie. Wygląda na to, że podobny powód do narzekań coraz bardziej spotyka mieszkańców Zakopanego oraz przybyłych gości. Na podtatrzańskim niebie pojawia się coraz więcej śmigłowców widokowych, którymi część turystów postanawia spojrzeć na góry… z góry. Każdy, kto kiedykolwiek miał styczność chociażby z widokiem (i przede wszystkim – dźwiękiem) przelatującego śmigłowca TOPR-u, doskonale wie, jaki hałas potrafią wytworzyć takie maszyny. Nie dziwi zatem, że wiele osób ma tego dość.
Okazuje się, że sprawa jest naprawdę trudna do uregulowania. Jak to często bywa w dzisiejszych czasach, w dużej mierze rozchodzi się o kwestie prawne. O tę kwestię został zapytany przez Gazetę Krakowską burmistrz miasta, Łukasz Filipowicz Wskazuje, że w przypadku ośrodka wielkości Zakopanego (ok. 25 tys. mieszkańców), władze są niemal zobowiązane do wydania formalnej zgody na lot poniżej pułapu 500 m. Na dobrą sprawę, nie ma nawet żadnych narzędzi kontroli tego, gdzie dane śmigłowce lądują. W przypadku miejscowości poniżej 25 tys. mieszkańców (a taki los może czekać Zakopane już niebawem), kwestia wygląda jeszcze bardziej niekorzystnie dla miasta. Wówczas przepisy nie wymagają od użytkowników śmigłowców jakiejkolwiek zgody od władz miejskich. Dodatkowo, nie ma wówczas konieczności informowania stosowych organów miasta o przelocie.
Burmistrz Filipowicz oznajmił, że wystąpił do Urzędu Lotnictwa Cywilnego z prośbą o interpretację przepisów oraz doradztwo w kwestii rozwiązania problemu. Wskazuje, że nie ma zamiaru całkowicie zakazywać lotów, lecz jedynie je uregulować, aby stały się mniej uciążliwe dla ludzi. Gospodarz Zakopanego mówi także, że rozwiązaniem może być utworzenie korytarzy powietrznych oraz licencjonowanego lotniska, co ograniczyłoby przeloty śmigłowców jedynie do pewnych rejonów. Wywnioskować można zatem jedno – uskarżający się na ten problem muszą uzbroić się w cierpliwość.