Liczby mogą zaskakiwać – Tatrzański Park Narodowy (TPN) posiada najwyższe zasoby martwego drewna w Polsce i jedne z największych w tej części Europy. Ponad dekadę temu średni wskaźnik wynosił tam aż 180 metrów sześciennych suchego lasu na jeden hektar. Wynika to bezpośrednio ze specyfiki geograficznej Tatr, gdzie dominuje świerk – główny cel żerowania kornika drukarza.
Jak wskazuje „Gazeta Krakowska”, obecny krajobraz to nie nagła epidemia, lecz efekt zjawisk sprzed lat. Wszystko zaczęło się od katastrofalnego wiatru halnego w Boże Narodzenie 2013 roku oraz silnych wiatrów w kolejnych latach. Powalone i osłabione drzewa stały się idealną bazą dla kornika drukarza, którego masowa gradacja trwała do około 2020 roku.
Choć kornik w lasach gospodarczych jest wrogiem numer jeden, w parku narodowym pełni funkcję „naturalnego inżyniera środowiska”. Świerki potrzebują słońca do wzrostu, a w starym, gęstym borze młode pokolenie nie ma szans na rozwój. Tam, gdzie w lesie gospodarczym wkracza pilarz i ciężki sprzęt, w Tatrach działa natura. Kornik, uśmiercając stare drzewa, tworzy w gęstym poszyciu luki, przez które do dna lasu wpada bezcenne światło.
Podejście TPN różni się diametralnie od tradycyjnej gospodarki leśnej. W lasach prywatnych czy państwowych priorytetem są ochrona surowca i zysk ekonomiczny. W parku narodowym, szczególnie w strefie ochrony ścisłej, nadrzędnym celem jest ochrona samych procesów przyrodniczych. Człowiek celowo nie ingeruje w strukturę lasu, pozwalając naturze na pełną autonomię.
Choć dla wielu odwiedzających Tatry widok martwych pni pozostanie estetycznym wyzwaniem, naukowcy patrzą na niego z optymizmem. Pod osłoną szarych kikutów, w miejscach pełnych słońca, rodzi się właśnie nowy, silniejszy i bardziej zróżnicowany las przyszłości.