„Planujemy kupić 16 pojazdów elektrycznych, budowę 6 podwójnych stacji szybkiego ładowania i 2 stacji transformatorowych” – informuje na swoim profilu na Facebooku minister Paulina Hennig-Kloska. Jak to zwykle bywa pod wpisami polityków wysokiej rangi, pod postem pojawiło się mnóstwo komentarzy.
Jedni chwalą decyzję władz państwowych oraz TPN o inwestycjach w elektromobilność, wskazując na dbałość o środowisko naturalne oraz los koni. W odczuciu części opinii publicznej zwierzęta te są źle traktowane przez fiakrów (co stanowi przedmiot niekończącego się sporu) i powinny zostać wycofane z pracy na tym terenie.
Inni z kolei wskazują, że pojazdy elektryczne nie mają ich zdaniem nic wspólnego z ekologią, uznając takie inwestycje za marnowanie środków publicznych. „Pojazd elektryczny kosztuje przyrodę na wiele sposobów. Od produkcji, poprzez użytkowanie, aż po utylizację. I jeszcze ten autobus trzeba sfinansować z dotacji, a dotacja jest z podatków. Zamiana konia na autobus to ani ekologia, ani ekonomia” – twierdzi jeden z internautów.
Bardzo duży udział w krytyce elektrycznych busów ma awaria jednego z nich, która miała miejsce w piątek (1 maja). Oliwy do ognia dodaje fakt, iż na każdy z pojazdów wydano około 800 tysięcy złotych, co w odczuciu niektórych osób jest kwotą niebagatelną.
Chociaż spór w zakresie elektromobilności w Tatrach rozpala polski internet, zmiany zachodzące na trasie do Morskiego Oka wydają się nieuniknione.