Wypadek w Tatrach

W Tatrach panują bardzo trudne warunki, co dobitnie podkreślają ostatnie tragiczne wypadki. W miniony weekend doszło także do dwóch zdarzeń, w których było o krok od tragedii, lecz szczęśliwie nikt poważnie nie ucierpiał.

O pierwszym z nich poinformował TOPR. Wydarzyło się wczoraj (16 lutego) i dotyczyło turystki, pod którą załamał się nawis śnieżny w rejonie Gładkiego Przechodu na Suchych Czubach Kondrackich. Mimo 300-metrowego upadku kobieta doznała jedynie niegroźnych urazów nóg. Na pomoc ruszył śmigłowiec TOPR, który przetransportował poszkodowaną do szpitala.

Drugim zdarzeniem podzielił się na Instagramie turysta, który przeżył mrożącą krew w żyłach przygodę w masywie Rysów. Jak sam relacjonuje:

 “Przy podejściu rysą, na wysokości około 2450 m.n.p.m rozkojarzyłem się łapiąc oddech, wybiłem raki chcąc rozciągnąć skurcz w nodze i w efekcie zjechałem około 100 metrów. Czekan w ogóle nie mógł dosięgnąć podłoża, więc hamowanie nim nie przyniosło żadnych rezultatów, pozostało tylko trzymać raki w górze i mieć nadzieję, że jakoś to będzie. Na szczęście udało się jakimś cudem wyhamować i iść dalej, , w końcu w poniedziałek trzeba do roboty. Uważajcie na siebie w górach.” (pisownia oryginalna - przyp. red.). 

Postawa turysty, który zdecydował się opisać błąd w czasach wszechobecnej krytyki w mediach społecznościowych, zasługuje na uznanie. Jego relacja to cenna lekcja pokory dla innych. Całe nagranie możecie znaleźć TUTAJ.

Do dość osobliwej sytuacji doszło wczoraj również w samej Rysie. Turyści zaalarmowali ratowników, że w śladach lawiny wystaje przedmiot przypominający kask. Na miejsce wysłano pięciu ratowników z psem lawinowym, jednak po dotarciu okazało się, że „znaleziskiem” była zwykła plastikowa butelka.

W Tatrach aktualnie obowiązuje trzeci stopień zagrożenia lawinowego. Warunki do uprawiania turystyki są bardzo wymagające i wymagają ogromnego doświadczenia oraz pełnego ekwipunku zimowego.