Konie nad Morskim Okiem

Czy takie porozumienie może być uznane za nieporozumieniem? Ciężko, aby umowa w sprawie tak budzącej dyskusję kwestii jak przewóz konny na trasie nad Morskie Oko zadowoliła wszystkich. Swoje krytyczne zdanie na jej temat wyraziła ostatnio Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva!, która w głośnym sporze stanęła naprzeciw tatrzańskim fiakrom. To jednak nie wszystko – niezadowolenie z zaistniałej sytuacji zaprezentował także przytaczany często w tej dyskusji doktor Marek Tischner z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, który swoje zdanie uważa za głos nauki w tym aspekcie.

„To, co się stało jest absolutnym skandalem. Jesteśmy rozgoryczeni, oburzeni i nie poddamy się w walce o likwidacje transportu konnego na trasie do Morskiego Oka. Taki jest postulat Polek i Polaków!” – tak o porozumieniu pomiędzy rządem, reprezentowanym przez minister klimatu i środowiska, a Stowarzyszeniem Przewoźników do Morskiego Oka, komentuje Fundacja Viva!, której przedstawiciele czują się pominięci w dyskusji. W swoim emocjonalnym wpisie na Facebooku wskazują, że nigdy nie wyraziliby zgody na porozumienie w takim kształcie. Ubolewają, że nadzieje związane z zakupem elektrycznych busów, mających zastąpić fasiągi, okazały się nikłe.

Nie tylko oni czują się jednak wykluczeni w rozmowach władz z fiakrami. Rozgoryczenie odczuwa także dr Marek Tischner, który wielokrotnie uczestniczył w badaniach koni, pracujących na drodze nad Morskie Oko. Uważa, że został całkowicie pominięty tu głos nauki, który w jego odczuciu jest całkowicie odmienny od zdania, prezentowanego przez Fundację Viva! Pracownik krakowskiego Uniwersytetu Rolniczego, uznawany za specjalistę w tematyce koni, twierdzi, że w całej dyskusji zabrakło po prostu faktów. Sam dr Tischner wielokrotnie wskazywał, iż konie są dobrze traktowane przez górali. Jedynym problemem jest ich przekarmianie. W wypowiedzi dla Gazety Krakowskiej wyraża głęboki żal, że zaniechano tu przyjrzeniu się licznym badaniom, utwierdzającym tylko jego przekonanie. Jego zdaniem przypadki padnięć koni w trakcie pracy były zupełnie losowe i nie miały nic wspólnego z przepracowaniem.

Gazeta Krakowska przytacza także jeden bardzo ciekawy zarzut ze strony dr Tischnera w stosunku do władz Fundacji Viva! Otóż nawiązuje do testów obciążeniowych, które według niego miał wykonywać nie specjalista od koni, a osoba, będąca z wykształcenia elektrykiem, który dodatkowo jest ojcem jednej z osób, zaangażowanych w walkę z przewozem konnym w Tatrach. Skąd zatem decyzja władz o takim rozwiązaniu sprawy? Dr Marek Tischner mówi wprost, iż chodzi o „uspokojenie ludzi”. W istocie nietrudno zauważyć, że sporowi, związanemu z przewozami konnymi, towarzyszyło ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Można się spodziewać, że do przytoczonych w tym materiale głosów w niedługim czasie dołączą inne – być może równie znaczące w tej dyskusji.