Owce na Podhalu

„Kto ma owce, ten ma co chce” – takie powiedzenie krążyło niegdyś wśród mieszkańców gór. Dziś sprawa się ma zupełnie inaczej. Podhalańscy bacowie narzekają na brak zainteresowania fachem swych przodków ze strony młodych.

W pierwszej kolejności poruszmy temat pieniędzy. Gazeta Krakowska informuje, że Województwo Małopolskie przeznaczy 2 miliony złotych na wsparcie podhalańskich baców w ramach programu "Małopolski wypas kulturowy". Celem dotacji jest wzmocnienie wypasu kulturowego owiec, który przyczynia się do ochrony bioróżnorodności i zachowania krajobrazu polskich gór. Pieniądze te mają być rozdzielane między baców kultywujących tradycje wypasowe, a nie tylko na podstawie liczby posiadanych owiec. Przy ocenie wniosków będą brane pod uwagę m.in. certyfikaty na regionalne produkty, uczestnictwo w redykach oraz posiadanie tradycyjnego wyposażenia bacówki.

Jednakże, jak podkreślają sami bacowie, wsparcie finansowe nie rozwiązuje ich największego problemu, jakim jest brak rąk do pracy. Mimo organizowanych i finansowanych przez województwo kursów dla juhasów, bardzo niewielu spośród młodych decyduje się na pracę przy owcach. Bacowie z niepokojem obserwują starzenie się swojego grona i brak następców, co rodzi obawy o przyszłość tradycyjnego wypasu i produkcji regionalnych wyrobów. Powodem są tu głównie zmiany kulturowe i przywiązanie do różnych udogodnień materialnych, jak elektronika itp.

Nie jest sekretem, że żywot pasterza nie jest usłany różami. Codzienna ciężka praca przy zwierzętach i dość surowe warunki, w których przychodzi im żyć, to nie lada wyzwanie, któremu nie są w stanie podołać wszyscy. Czy zatem zawód bacy czeka wymarcie? Miejmy nadzieję, że mimo niekorzystnych znaków ta piękna część polskiej kultury zostanie z nami na dłużej.