Gulasz albo pasta z mięsa niedźwiedziego – między innymi takie dania można było zamówić we wspomnianej restauracji. Ta okoliczność skłoniła redakcję TV Markíza do przyjrzenia się sprawie oraz porozmawiania z obsługą tego punktu. Wedle uzyskanych informacji, jadłodajnia posiada niezbędne zezwolenie na sprzedaż takich posiłków. Podano także, że niedźwiedź, z którego przygotowano niemniejsze potrawy, pochodził z Tatr. Tu jednak zaczynają się nieścisłości…
Przedstawiciele słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego (w skrócie TANAP) stwierdzili, iż w żadnym wypadku nie wydano niedźwiedziego mięsa rzeczonej restauracji. Jeżeli już niedźwiedź miałby pochodzić z Tatr, mogłaby to być sprawka któregoś z pracowników parku, działającego na własną rękę. Gdyby w istocie tak było, to TANAP z pełną stanowczością wystąpi przeciwko takiej osobie.
Jeśli zaś chodzi o zgodę na handel takim mięsem – tu również nie potwierdzono, ale też i nie zaprzeczono, jakoby restauracja miała takie pozwolenie, które wydaje słowackie Ministerstwo Środowiska. TV Markíza wystosowała oficjalne zapytanie do resortu w tej sprawie w dniu 4 listopada. Nie otrzymano jednak dotąd odpowiedzi, choć rzecznik ministerstwa już 6 listopada poinformował już 6 listopada, że odpowiedź jest przygotowywana.
W sprawę zaangażowała się słowacka organizacja „Jesteśmy lasem” (słow. „My sme les”), która przy okazji opublikowała ostry wpis na Facebooku. A „oberwało się” w nim wielu instytucjom – od TANAP-u poprzez Państwowej Inspekcję Ochrony Przyrody, po samego ministra środowiska, Tomáša Tarabę. Organizacja zapowiedziała, że ta sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury. Ekolodzy nie wykluczają, że władze państwowe miały swój udział w procederze nielegalnej sprzedaży niedźwiedziego mięsa restauracji.