Snowboardzista pod Rysami

W miniony weekend po obu stronach Tatr doszło do kilku akcji ratunkowych. Poszkodowany został między innymi snowboardzista, który w sobotę (31 stycznia) próbował zjechać z Rysów.

O wypadku TOPR został powiadomiony przez jednego z turystów znajdujących się w tym rejonie. Na pomoc snowboardziście wyruszył w pierwszej kolejności ratownik dyżurny ze schroniska nad Morskim Okiem, a z centrali wysłano 14-osobowy zespół. Pogoda uniemożliwiła użycie śmigłowca. Co ciekawe, podczas jednej z prób ratunkowych awarii uległ dron, któremu jednak udało się wcześniej dostarczyć do poszkodowanego pakiety grzewcze oraz śpiwór. Po dotarciu ratowników na miejsce, mężczyzna został przetransportowany w noszach SKED przy użyciu technik linowych.

Publikując opis akcji, TOPR dodał następujący apel:

„Przy okazji chcielibyśmy prosić wszystkich turystów o zachowanie szczególnej ostrożności i niezbliżanie się do miejsca przeprowadzania akcji ratunkowej. Przebywanie w pobliżu może mieć poważne konsekwencje zarówno dla postronnych obserwatorów, jak i ratowników. Luźne kamienie, praca wirnika śmigłowca itp. mogą być niebezpieczne, zatem jeszcze raz prosimy o rozwagę i zachowanie ostrożności”.

Po słowackiej stronie Tatr również interweniowali ratownicy. Warto wskazać, że wypadki były do siebie nad wyraz podobne i miały miejsce w tym samym rejonie – poniżej Zbójnickiej Chaty w Dolinie Staroleśnej. W obu zdarzeniach poszkodowani zostali narciarze. W tych sytuacjach niezwykle przydatna okazała się pomoc obsługi słowackiego schroniska, która dotarła na miejsce przed przybyciem ratowników ze Starego Smokowca. Pierwszy wypadek miał miejsce w piątkowe popołudnie (30 stycznia), zaś drugi w niedzielę (1 lutego). Obaj poszkodowani to czterdziestoparoletni Słowacy. Każdego z nich udało się sprawnie przetransportować do Starego Smokowca, skąd zostali zabrani do szpitala przez załogi karetek pogotowia.

Ostatnia akcja miała z kolei miejsce ubiegłej nocy w Dolinie Tomanowej. 20 ratowników TOPR ruszyło na pomoc dwójce turystów, którzy spadli Lodowym Żlebem w masywie Ciemniaka. Jeden z nich po 400-metrowym upadku doznał urazów głowy i ręki, zaś drugiemu, który zatrzymał się wyżej, nie stało się nic poważnego. Oboje stracili ze sobą kontakt. W trakcie akcji – podobnie jak w przypadku snowboardzisty pod Rysami – wykorzystano drona ratunkowego, namierzając poszkodowanego za pomocą termowizji. Ratownicy dotarli do turystów około godziny 22:00 i rozpoczęli transport poszkodowanego za pomocą technik linowych oraz noszy SKED. Jak podają ratownicy, turyści nie mieli zimowego wyposażenia ani doświadczenia w poruszaniu się po wysokich górach o tej porze roku, a za mapę służyła im aplikacja Google Maps. Akcja zakończyła się przed godziną 3:00 rano.