Roman Ficek i WKT

Zero snu, niemal bez jedzenia – tak wyglądało ponad 29 godzin nieustającej walki ze swoimi ograniczeniami, którą podjął Roman Ficek podczas bicia rekordu Wielkiej Korony Tatr. Biegacz w rozmowie z rozgłośnią RMF FM (czyli jedną z największych w Polsce) przedstawił, jak z jego perspektywy wyglądał ten niezwykły wyczyn.

Jak zaznaczył Roman Ficek w rozmowie z reporterem, jednym z największych wyzwań był brak snu. Przed startem na trasę spał niezwykłe krótko (zaledwie trzy godziny), zaś podczas samego biegu w ogóle. To też sprawiło, że miał momenty tzw. „zjazdu”, gdy dopadała go senność i pojawiały się omamy. Szczególnie odczuł to przy swoim siódmym szczycie. Kryzysy udało się jednak przezwyciężyć.

Kolejną kwestią, która zasługuje tu na uwagę, jest aprowizacja oraz odżywianie. W trakcie bicia rekordu nie było ani czasu, ani możliwości na solidniejszy posiłek. Postój w schronisku też nie wchodził w grę. Biegacz ostał się tylko na batonach, węglowodanach w płynie czy też kawie. Wszystko musiał oczywiście zabrać ze sobą – nie korzystał ze wsparcia nikogo innego (jego towarzysze pomagali mu jedynie w dokumentowaniu wyzwania).

Nie mogło zabraknąć pytania, o wrażenia estetyczne, które odczuwał w trakcie biegu. Świeżo upieczony rekordzista przyznaje, że nie było możliwości podziwiania widoków – był cały czas w pełni skoncentrowany. Tak wiele rzeczy składało się na sprawne pokonywanie kolejnych kilometrów, że jego umysł musiał pracować na pełnych obrotach. Właściwa technika oraz kontrola oddechu i tętna całkowicie go pochłonęły.

Padło także pytanie o przygotowanie do takiego biegu. Słynny mieszkaniec Skawicy wskazał, iż sam rekonesans rozpoczął około trzech tygodni przed podjęciem się wyzwania. W jego trakcie rozpatrywał różne opcje na swoją trasę. Sam jednak zaznacza, że na dobrą sprawę przygotowania do takiego wyczynu rozpoczęły się 10 lat temu, gdy zaczynał swoją przygodę z biegami.

Na koniec spytany, czy byłby w stanie pobiec dalej, bez wahania odpowiedział, że nie widzi ku temu przeszkód. Jeśli chodzi o ból - jak to sam ujął - "nie ma tragedii”. Takiej właśnie odpowiedzi można spodziewać się po wysokiej klasy zawodniku.