Pierwsze dni marca pokazały, jak zdradliwe mogą być tatrzańskie szlaki o tej porze roku. Już w poniedziałek, 2 marca, ratownicy musieli użyć śmigłowca, by pomóc turyście, który utknął w rejonie Szpiglasowej Przełęczy. Mężczyzna znalazł się w śnieżno-skalnym terenie, z którego nie był w stanie samodzielnie się wydostać. Trzech ratowników bezpiecznie sprowadziło go do schroniska nad Morskim Okiem.
Podobny scenariusz powtórzył się w środę w Litworowym Żlebie. Tam niezbędna była asekuracja ratownika dyżurnego z Doliny Pięciu Stawów Polskich, który pomógł turyście sparaliżowanemu przez strome, zaśnieżone zbocze.
5 marca był jednym z najbardziej intensywnych dni dla tatrzańskich służb. Seria wypadków rozpoczęła się przed południem w rejonie Żółtej Turni, gdzie pomocy wymagał narciarz z poważną kontuzją kolana. Kilka godzin później śmigłowiec ponownie wzbił się w powietrze – tym razem celem była Siwa Przełęcz, gdzie turystka po upadku doznała urazów głowy i nogi.
Równolegle trwały działania w niższych partiach gór. Samochody terenowe TOPR wielokrotnie wyjeżdżały do rannych w Dolinie Chochołowskiej, na Drodze pod Reglami oraz na trasie do Morskiego Oka.
Najtragiczniejszy bilans przyniósł miniony weekend. W sobotę, 7 marca, o godzinie 11:23, do centrali wpłynęło dramatyczne zgłoszenie ze Starorobociańskiego Wierchu, o czym pisaliśmy już wcześniej.
Sobotnie popołudnie nie przyniosło wytchnienia. Ratownicy pomagali narciarce w Dolinie Wyżniej Chochołowskiej oraz turyście w Dolinie Starorobociańskiej, który zasłabł z powodu skrajnego odwodnienia. Mnóstwo pracy mieli także dyżurni na Kasprowym Wierchu – w Kotłach Gąsienicowym i Goryczkowym pomocy wymagało łącznie kilkanaście osób.