Niektórym będzie ciężko uwierzyć, ale taksówkarze chcą nie tylko wprowadzenia opłaty maksymalnej za kilometr, ale i więcej… kontroli ze strony uprawnionych organów, jak chociażby „owiany grozą” Urząd Skarbowy. Otóż, przewoźnicy mieliby być sumienniej kontrolowani jeśli chodzi o wiele kwestii. Mowa chociażby o weryfikacji licencji na prowadzenie takiej działalności czy właściwe oznaczenie pojazdów. Ponadto same cenniki w taksówkach według proponujących zmiany mają być większe, przez to też czytelniejsze dla potencjalnych klientów.
Te pomysły podobają się burmistrzowi Zakopanego, który w rozmowie z Gazetą Krakowską przyznaje, że problem wysokich opłat za przewóz taksówką (czyli popularne „paragony grozy”) są kłopotliwą kwestią, co potem przekłada się na niekorzystny wizerunek podtatrzańskiego miasta (z czym z kolei od długiego czasu boryka się Zakopane). Zdaniem taksówkarzy odpowiedzialni są za nie kierowcy, prowadzący nielegalnie przewozy osób. Wręcz mówią o tum, że tacy ludzie „naciągają klientów”.
Pytaniem pozostaje, ile ma wynosić taka maksymalna stawka za przejechany kilometr? Władze miasta oznajmiają, że będzie to przedmiotem dyskusji, lecz niewykluczone, że będą wzorować się na innych kurortach m.in. Sopocie.