Jak podaje Szymon Ziobrowski, czyli dyrektor parku, obecnie do przetargu stanęła jedna firma, oferująca sprzedaż czterech pojazdów za ok. 3,2 miliona złotych. Póki co warszawska spółka MERCUS PSQ, o której mowa, została wezwana do uzupełnienia oferty. Dyrektor TPN wskazuje, że busy muszą spełniać narzucone wymogi co do liczby pasażerów, a także posiadać miejsce dla osoby na wózku inwalidzkim. Ponadto istotna jest tu określona moc pojazdu. Tu Szymon Ziobrowski określił dolny limit na 200 koni mechanicznych.
Co zatem stoi naprzeciw? Chociaż w maju tego roku przeprowadzone zostały rozmowy w tej sprawie, w których udział wzięła minister środowiska i klimatu, władze TPN, a także fiakrzy i organizacje prozwierzęce, nie wszyscy odnoszą się pozytywnie do pomysłu zastosowania pojazdów elektrycznych. Są to przede wszystkim samorządy. Warto zaznaczyć, że do Morskiego Oka stanowi drogę powiatową. Stąd też dużo do powiedzenia ma tu starostwo tatrzańskie, które nie jest – delikatnie mówiąc - zbyt przekonane do tego projektu. A zgoda tego organu jest tu kluczowa.
Jak podaje wicestarosta Wawrzyniec Bystrzycki w rozmowie z Gazetą Krakowską, samorząd nie ma wglądu do wyników przeprowadzonych przez TPN testów pojazdów elektrycznych, co budzi ich wątpliwości. Ponadto, busy miały być przeznaczone główne dla niepełnosprawnych pasażerów, a miejsca w nich dla osób na wózkach inwalidzkich jest bardzo mało. Pojazdy pracują także za cicho, co może stanowić według wicestarosty zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Poza tym starostwo oczekuje, że cała sprawa „pójdzie” w stronę zastosowania hybrydowych wozów, ciągniętych przez konie, co ma być połączeniem tradycji i nowoczesności. Warto dodać, że murem za starostwem w tej materii stoją władze gmin powiatu tatrzańskiego.
Sprawa może jednak pójść naprzód, a to za sprawą umówionego spotkania między starostą tatrzańskim a minister środowiska i klimatu, Pauliną Hennig-Kloską. Tu jednak podtatrzański urzędnik czeka na wskazanie konkretnego terminu.