Stacja na Nosalu

Mimo że inicjatywa reaktywacji stacji narciarskiej na Nosalu cieszy się poparciem Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki, stanowi niejako „niekończącą się historię”. To ze względu na kontrowersje w kwestii ochrony środowiska, co mocno podnoszą organizacje proekologiczne. Tym razem sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

„Chodzić od Annasza do Kajfasza” – tym starym powiedzeniem można nawiązać do dość zawiłej historii inwestycji na Nosalu. Chociaż w tej sprawie wypowiadały się już liczne organy, spór wokół budowy stacji milknie. Ekolodzy twardo stoją w opozycji do planów powstania ośrodka narciarskiego (wskazując na konieczność wycinki sporej części cennego przyrodniczo terenu), ale i Tatrzański Park Narodowy przy wsparciu Ministerstwa Sportu i Turystyki nie daje za wygraną.

Przypominamy, że poprzednio urzędujący burmistrz Zakopanego, Leszek Dorula, wydał pozytywną decyzję środowiskową dla wspomnianej inwestycji. Wobec tego TPN wystąpił z pozwoleniem na budowę. Ekolodzy z kolei nie zasypiali gruszek w popiele, zaskarżając postanowienie gospodarza podtatrzańskiego miasta do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Nowym Sączu, który uchylił wcześniejszą decyzję Leszka Doruli.

Jak podała Gazeta Krakowska, wszystko rozbiło się tu o kwestie czysto formalne. Nie odniesiono się tu stricte do kwestii, związanych z ochroną środowiska. Wobec tego TPN postanowił nie składać broni. Złożono sprzeciw w tej materii do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jednakże ekolodzy nie tracili czujności, także odwołując się w tej sprawie do tego samego organu.

Co na to sąd? Trochę nieoczekiwanie zapewne dla obydwu stron… oddalił obydwa sprzeciwy. Co to oznacza – nic innego, że burmistrza Zakopanego – tym razem w osobie Łukasza Filipowicza – czekać będzie ponowne wydanie decyzji środowiskowej. A mówiąc prościej – sprawa zatoczyła spore koło.