Billboardy w Tatrach

Projekt uchwały krajobrazowa, o którym robi się coraz nie tylko w Zakopanem, powoli nabiera rozpędu. Obecnie jest na etapie konsultacji społecznych, które mogą niewątpliwie mieć wpływ na jego ostateczny kształt. Na jego temat pojawiają się bardzo różne zdania wśród mieszkańców.

O samym projekcie, o którym pisaliśmy wcześniej, znajdziecie informacje tutaj.

Jak zatem sami mieszkańcy podtatrzańskiego miasta zapatrują się na te kwestie? Jak wiele rzeczy w naszym kraju projekt uchwały budzi różne emocje. Oczywiście bardzo wiele osób ją popiera, ale są także krytycy tego pomysłu. Opinie na ten temat zebrała Gazeta Krakowska. Bardzo stanowcze zdanie w tym aspekcie wyraził radny Tymoteusz Mróz, który wprost mówi o „billboardozie”, nazywając ją „największą bolączką Zakopanego”. Osoby podzielające jego opinię wskazują na fatalne skutki wizerunkowe związane z wszechobecnymi reklamami.

Pojawia się jednak sporo głosów za utrzymanie status quo. Wśród nich słychać przede wszystkim niechęć do ingerowania urzędników w kwestie określane przez przeciwników projektu jako „własność prywatna”. Uważają, że swoją posesji powinni rozporządzać według własnej woli, a władzy nic do tego. Pan Robert, pracownik branży marketingowej i mieszkaniec Zakopanego, wskazuje również, iż billboardy są po prostu odpowiedzią na zapotrzebowanie na rynku. Ponadto według niego dla wielu ludzi zakaz reklam wielkoformatowych jest odcięciem źródła zarobku.

Niewątpliwie istotne w tym sporze jest także zdanie popierającego projekt burmistrza Łukasza Filipowicza. W rozmowie z Gazetą Krakowską zaznacza, że chce wzorować się na mieście Kraków i gminie Kościelisko, które uregulowały tę kwestię już w 2019 r. Sam urzędnik zakłada, że prawo najwcześniej wejdzie w życie w pierwszej połowie następnego roku.