Taksówka w Zakopanem

Przedstawiciele branży taksówkarskiej z Zakopanego wyszli z pomysłem, który może zaciekawić wielu turystów. W celu ocieplenia wizerunki miasta i jego mieszkańców (walczących z przypisywaną im przez liczne osoby łatką „pazernych”) proponują ustanowienie dla przewoźników maksymalnej stawki za przejechany kilometr.

Przedstawiciele branży taksówkarskiej liczą, że uda się dzięki temu nieco zaistniały według nich nieporządek, związany z nadmierną w ich opinii liczbą wydawanych licencji. Mówią także, że niektórzy przewoźnicy narzucają wprost „bandyckie” stawki. Przybliża to chociażby Gazeta Krakowska, wspominając o sytuacji ze stycznia tego roku, gdy turysta, zamawiający taksówkę z centrum Zakopanego na Palenicę Białczańską zapłacił 361 zł (normalna stawka nie przekracza 150 zł)!

Pomysłowi zdaje się przyklaskiwać sam burmistrz Łukasz Filipowicz, który już niegdyś zaznaczył, iż w wobec panujących przepisów, nie ma możliwości, aby wstrzymać wydawanie licencji (gminy poniżej 100 tys. mieszkańców mają w tym zakresie związane ręce). Wskazuje także, że nie widzi dla siebie narzędzi, aby zatrzymać pojawiające się w Zakopanem międzynarodowe korporacje taksówkarskie jak Uber czy Bolt.