Pierwsza akcja ratunkowa z udziałem śmigłowca w Tatrach miała miejsce w 1963 r., lecz to w 1975 r. taka maszyna na stałe zaczęła służyć ówczesnym górskim służbom ratunkowym (wówczas Grupy Tatrzańskiej GOPR), chociaż jego stała baza znajdowała się jeszcze w Krakowie. Obecny egzemplarz trafił w nasze najwyższe góry w 1996 r. (dwa lata po słynnej katastrofie w Dolinie Olczyskiej) i dzięki generalnym (i kosztownym) remontom lata do dziś.
Jak podaje naczelnik TOPR, Jan Krzysztof, śmigłowiec skończy swoją żywotność w 2027 r. i będzie wymagał generalnego remontu. Wydłuży to jednak jego przydatność najpóźniej do 2033 r. Dodał także, że wyeksploatowane części będą wymienione na te, pochodzące z wycofanych z użytku śmigłowców policyjnych.
Wygląda na to zatem, że trzeba się zacząć rozglądać za nową maszyną. W tej właśnie sprawie do Warszawy udał się prezes TOPR, Bolesław Pietrzyk, który ostatnio spotkał się z parlamentarzystami zgormadzonymi na podkomisji stałej do spraw turystyki. Argumentował mocno nie tylko za zakupem nowej maszyny, ale i zwiększeniem dotacji dla TOPR-u, co ma związek z dynamicznie rozwijającym się ruchem turystycznym w polskich Tatrach.
O jakim koszcie mowa? Najpewniej liczyć się należy z kwotą, która może sięgać 150 milionów złotych. Przy takim zakupie niezbędne będzie wsparcie ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, z którymi władze TOPR-u mają spotkać się już w następnym tygodniu. Ratownicy będą starać się, aby na ich stan trafił model śmigłowca, który już miał okazję sprawdzić się w warunkach alpejskich.