Annapurna w Himalajach

Kompletujący już powoli Koronę Himalajów i Karakorkum Jerzy Kukuczka wraz ze młodszym o wiele młodszym kolegą, zaledwie 24-letnim Arturem „Słoniem” Hajzerem, w dniu 3 lutego 1987 roku jako pierwsi weszli zimą na dziesiąty szczyt świata – Annapurnę (8091 m n.p.m.) Dla pierwszego z nich był to jeden z ostatnich wielkich wyczynów w himalajskiej karierze, dla drugiego z kolei jeden z pierwszych.

Annapurna to pierwszy ze zdobytych ośmiotysięczników. W dniu 3 czerwca 1950 r. pierwszego wejścia dokonał francuski duet Maurice Herzog (późniejszy minister sportu) oraz Louis Lachenal. Co ciekawe, podczas w trakcie tej historycznej wyprawy, zakończonej licznymi odmrożeniami u zasłużonych himalaistów, panowie wspomagali się… amfetaminą.

Na kolejne na ten wierzchołek trzeba było czekać 20 lat (w roku 1970 szczyt zdobyli Amerykanie). Polacy z kolei zjawili się tu na początku lat 80. I od razu wystartowali z „wysokiego C”!  Maciej Berbeka i Bogusław Probulski wytyczyli tu nową drogę, nazwaną „Drogą Jana Pawła II” (na tę nazwę wyraził zgodę sam papież). Ich akcję uznano za najlepszy wyczyn w himalaizmie w 1981 r. Lecz to, co dokonali Kukuczka z Hajzerem kilka lat później przyćmiły wszystkie wcześniejsze sukcesy na tej górze.

Jerzy Kukuczka ze wszystkich ośmiotysięczników poza Annapurną do zdobycia miał jedynie leżącą w Chinach Sziszapangmę. Młody Artur Hajzer w listopadzie 1986 miał okazję zdobyć razem ze swoim słynnym rodakiem ósmą górę świata, czyli Manaslu. Dokonali tego nową drogą, w stylu alpejskim i bez wspomagania tlenem . Hajzer mimo swoich 24 lat w górskim świecie zdążył już zatem pokazać się z bardzo dobrej strony. „Cudowne dziecko złotej ery polskiego himalaizmu” – tak można było określić lubianego przez kolegów „Słonia”, który w swojej karierze zdobył siedem ośmiotysięczników.

Dnia 20 stycznia 1987 r. pod Annapurnę zespół prawdziwych gwiazd himalaizmu – wśród nich poza wspomnianymi wspinaczami Wanda Rutkiewicz i Krzysztof Wielicki. Co ciekawe, w składzie pojawił się też zupełny amator, a mianowicie podróżnik Jacek Pałkiewicz, który obiecał wyłożyć środki na organizację wyprawy (koniec końców szybko zrezygnował z akcji w tym groźnym masywie).

Przy bardzo trudnych (jak to zimą w górach) warunkach czwórka wybitnych wspinaczy dociera do obozu IV. Byli na wysokości około 6800 m n.p.m. Wszyscy zmęczeni i zmarznięci. Powoli zaczynało brakować niezbędnego gazu i żywności. Podczas noclegu Kukuczka spytał, kto chce z nim iść następnego dnia spróbować ruszyć ku wierzchołkowi. Od razu zgłosił się Hazjer, ubiegając Wielickiego, który finalnie pomógł niebędącej w najlepszej dyspozycji Wandzie Rutkiewicz podczas zejścia do obozu u stóp masywu. Tak właśnie, mimo problemów z pogodą i orientacją w terenie oraz gigantycznym zmęczeniem, obaj panowie ruszają ku górze. Aż do samego końca droga pozostawała koszmarem –żleby, którymi poruszali się himalaiści, wypełnione były niezwykle twardym lodem, zaś ostatnie 200 m do szczytu stanowiła skalna wspinaczka. Finalnie 3 lutego o godz. 16:00 meldują się na wierzchołku. Było to rekordowo szybka (licząc od wyjścia z bazy pod szczytem) wspinaczka na ośmiotysięcznik zimą. I to w stylu alpejskim i bez użycia tlenu!

Radość z kolejnego osiągnięcia polskich himalaistów była ogromna. Tym bardziej, że obydwaj szczęśliwie zeszli na dół. Niedługo później, bo już 18 września tego samego roku, obaj wspinacze zdobywają Szpiszapagmę, zaś Kukuczka kończy swój „pochód” po Koronę Himalajów i Karakorum. Niestety, losy obydwu himalaistów kończą się w wysokich górach. Kukuczka ginie w 1989 r. podczas wspinaczki południową ścianą Lhotse, zaś Hajzer podczas próby pokonania Kuluaru Japońskiego na Gaszerbrumie I w 2013 r.