Od pasterskich hal do taternickich szczytów
Dzieciństwo i młodość Obrochty przypadały na czasy, gdy Tatry wciąż pozostawały dzikie i niedostępne. Zanim stał się znanym muzykantem, poznawał góry jako pasterz, a w młodości nie stronił także od kłusownictwa. Szybko jednak jego znajomość terenu została doceniona przez pionierów tatrzańskiej turystyki.
W 1878 roku uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego, z czasem dołączając do elity w tym fachu. Towarzyszył w wyprawach największym postaciom epoki: doktorowi Tytusowi Chałubińskiemu, Bolesławowi Prusowi (któremu ze względu na lęk wysokości pisarza wybierał najłatwiejsze ścieżki), Henrykowi Sienkiewiczowi czy Ignacemu Paderewskiemu. Jako taternik zapisał się w historii między innymi pierwszym zimowym przejściem przez Zawrat (1894 r.) oraz zdobyciem Galerii Gankowej (razem z Wojciechem Rojem i Ludwikiem Chałubińskim, synem słynnego doktora).
Od 1886 roku służył także jako strażnik Towarzystwa Tatrzańskiego, dbając o ochronę populacji kozic i świstaków. Ponadto w latach 1890–1895 oraz 1914–1922 prowadził schronisko w Dolinie Roztoki.
Muzyka, która zachwycała wszystkich
Choć góry były jego domem, to muzyka stała się treścią jego życia. Pierwsze lekcje gry na skrzypcach pobierał u Jędrzeja Kowala i Szymka Krzysia. Bartuś wypracował unikalny, wirtuozerski styl, charakteryzujący się bogatym ornamentowaniem podhalańskich „nut”.
Jego kapela, składająca się w dużej mierze z członków rodziny, stała się fundamentem dla rozwoju muzyki góralskiej w XX wieku. Sława Obrochty wykraczała daleko poza Podhale – w 1925 roku wystąpił w polskim pawilonie na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu. Jego gry z zachwytem słuchali wybitni kompozytorzy francuscy, tacy jak Maurice Ravel czy Francis Poulenc.
Inspiracja dla „Harnasiów”
Najważniejszym artystycznym spotkaniem w życiu Bartusia była znajomość ze światowej sławy kompozytorem, Karolem Szymanowskim. Ten, zafascynowany surowym pięknem góralskiego grania, godzinami przesiadywał w karczmach, notując melodie wygrywane przez kapelę Obrochty. To właśnie „Bartusiowe muzykowanie” stało się bezpośrednią inspiracją i fundamentem słynnego baletu „Harnasie”.
Sam Obrochta, choć świadomy swego kunsztu, zachowywał wobec wielkich artystów dystans i poczucie humoru. Gdy Szymanowski zaprezentował mu pierwsze fragmenty baletu na fortepianie, Bartuś miał odpowiedzieć: „Pieknieście to wyzdajali, panie Symanoski, wy już cosi takiego w uchu mocie, cosi inkse jako jo, ale tyz dobre”.
Dziedzictwo i pamięć
Bartłomiej Obrochta zmarł 1 maja 1926 roku w miejscu, które kochał najbardziej – na Drodze pod Reglami, w pobliżu Suchego Żlebu. Dziś w tym miejscu stoi pamiątkowa kapliczka z wyrzeźbionymi skrzypcami. Został pochowany na Nowym Cmentarzu w Zakopanem, a skromny nagrobek ufundował sam Karol Szymanowski.
Pamięć o nim trwa nie tylko w muzyce, którą kontynuują jego potomkowie (m.in. prawnuk Andrzej i praprawnuk Bartłomiej), ale także w topografii Tatr. W zachodniej grani Małego Ganku wznoszą się Bartkowa Turnia i Bartkowa Przełączka – nazwane tak na cześć człowieka, który jak nikt inny potrafił połączyć surowość górskiej wspinaczki z delikatnością skrzypcowych strun. Jego archiwalne nagrania na wałkach woskowych do dziś stanowią bezcenne źródło wiedzy o autentycznej muzyce Skalnego Podhala.