17 lutego 1980 roku – tego dnia Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki jako pierwsi ludzie stanęli na ośmiotysięczniku zimą. I to nie byle jakim, bo na samym Mount Everest. Przez lata 80. kolejni nasi rodacy dokonywali pierwszych zimowych wejść na kolejne szczyty Korony Himalajów. Do 1988 roku zdobyli w ten sposób aż siedem spośród czternastu ośmiotysięczników!
Później nastąpiła dość długa przerwa w zimowych podbojach. Dopiero 14 stycznia 2005 roku udało się zdobyć Sziszapangmę. W tym sukcesie pojawił się jednak nowy, istotny element: po raz pierwszy w gronie pierwszych zimowych zdobywców ośmiotysięcznika znalazł się obcokrajowiec. Obok Piotra Morawskiego na szczyt wszedł niesamowity Włoch, Simone Moro. To on odegrał w tej historii kluczową rolę.
Simone Moro od najmłodszych lat był związany z górami. Urodzony w 1967 roku w Bergamo, nieopodal Alp, wcześnie rozpoczął przygodę ze wspinaczką. Po sukcesach w Europie przyszedł czas na najwyższe góry świata, na które zaczął się wspinać w latach 90. Dał się wówczas poznać dzięki niesamowitej wytrwałości, szczególnie w zimowych warunkach. Podczas jednej z takich wypraw – próby zdobycia południowej ściany Annapurny – doszło do tragedii. W lawinie zginęło dwóch jego partnerów: Anatolij Bukriejew i Dymitrij Sobolew.
Bardzo ważnym wydarzeniem w jego życiu było zdobycie pięciu najwyższych szczytów byłego Związku Radzieckiego i uzyskanie tytułu „Śnieżnej Pantery”. Wtedy też poznał osobę, która okazała się kluczowa dla jego późniejszych sukcesów. Był nim niezwykle twardy Kazach, Denis Urubko. Ten 25-letni wówczas żołnierz kazachskiej armii już wcześniej dał się poznać jako utalentowany wspinacz. Moro, dysponujący kontaktami i zachodnim sprzętem, oraz Urubko, posiadający niemal nieludzką wytrzymałość i genetyczną odporność na wysokość, szybko zrozumieli, że razem są nie do zatrzymania. Moro stał się dla Denisa mentorem w świecie profesjonalnego himalaizmu, a Urubko dla Simone – najlepszą polisą ubezpieczeniową na ośmiu tysiącach metrów.
Po wspólnych sukcesach na Lhotse czy Annapurnie przyszedł czas na jedno z największych wyzwań: pierwsze zimowe wejście na piątą górę świata – Makalu. Wcześniejsze próby podejmowano wielokrotnie. W 2006 roku samotnie atakował ją Francuz Jean-Christophe Lafaille, który zaginął podczas akcji. Sam Urubko próbował zdobyć tę górę rok wcześniej wraz z Siergiejem Samojłowem – dotarli na 7500 metrów, ale huraganowe wiatry zmusiły ich do odwrotu.
Podczas wyprawy w 2009 roku Urubko i Moro od początku mierzyli się z problemami. Gdy tragarze nie zdołali dotrzeć do bazy z ekwipunkiem, cała akcja stanęła pod znakiem zapytania. Szczęśliwie udało się wynająć śmigłowiec i w styczniu wspinacze zameldowali się pod ścianą. Pomimo koszmarnych warunków z powodzeniem dokonywali wyjść aklimatyzacyjnych. Choć nie byli pewni swojej formy, podjęli decyzję o ataku szczytowym. Dzięki determinacji pokonali huraganowy wiatr i stanęli na wierzchołku 9 lutego o godzinie 14:00. Co warte odnotowania, zrobili to bez wspomagania się tlenem z butli!
Dla Urubki był to pierwszy, a dla Moro drugi ośmiotysięcznik zdobyty zimą. I, co ważne, nieostatni! W 2011 roku (razem z Amerykaninem Corym Richardsem) zdobyli Gasherbrum II, a Włoch w 2016 roku (z Baskiem Alexem Txikonem i Pakistańczykiem Muhammadem Alim) stanął zimą na Nanga Parbat. Urubko z kolei w 2018 roku wziął udział w polskiej narodowej wyprawie na K2 kierowanej przez Krzysztofa Wielickiego. Choć szczytu nie zdobyto, Kazach zasłynął brawurową akcją ratunkową na Nanga Parbat, gdzie wraz z Adamem Bieleckim, Piotrem Tomalą i Jarosławem Botorem ruszyli na pomoc Élisabeth Revol i Tomaszowi Mackiewiczowi.
Można rzec, że w zimowym podboju Makalu kryje się pewien polski wątek – Denis Urubko w 2015 roku otrzymał polskie obywatelstwo i biegle posługuje się naszym językiem. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie 2009 rok był momentem, w którym polska dominacja w zimowym himalaizmie została ostatecznie przełamana przez duet Moro-Urubko.