Zdobycie Mount Everest zimą

Pod koniec lat 70. granica ludzkich możliwości w górach wysokich wydawała się jasno nakreślona. Choć najwyższe szczyty Ziemi zostały już zdobyte, panowało powszechne przekonanie, że wejście na ośmiotysięcznik zimą jest fizycznie niemożliwe. Ekstremalne warunki miały być barierą nie do przebycia. Mit ten obaliła dopiero narodowa wyprawa pod kierownictwem Andrzeja Zawady, która w 1980 roku na zawsze zmieniła oblicze światowego himalaizmu. Bardzo istotną rolę odegrała tu dwójka młodych wspinaczy – Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki.

Wizja lidera i szkoła tatrzańska

Fundamentem sukcesu była niezłomność Andrzeja Zawady, prekursora zimowego himalaizmu. Zawada uważał, że letnie wspinanie klasycznymi drogami to dla alpinisty za mało. Swoje doświadczenie budował w Tatrach, m.in. podczas historycznego, zimowego przejścia całej grani w 1959 roku. To właśnie tam, w mroźnych i wilgotnych ścianach polskich gór, wykuwał się charakter Lodowych Wojowników, jak też określa się polskich himalaistów z tego czasu. Gdy Zawada uzyskał od rządu Nepalu pierwsze w historii zezwolenie na zimowy atak na Everest, świat patrzył na to przedsięwzięcie z niedowierzaniem.

W wyprawie wzięło udział 20 wspinaczy. Każdy z nich pełnił kluczową rolę, a sukces końcowy był efektem tytanicznej pracy całego zespołu, który przez tygodnie transportował sprzęt i zakładał kolejne obozy w warunkach arktycznego mrozu. Nie brakowało tu tak mocnych nazwisk jak Andrzej Zygmunt Heinrich, Maciej Pawlikowski czy Ryszard Gajewski.

Geodeta i elektronik w składzie

Pochodzący z Dolnego Śląska Krzysztof Wielicki dał się już wcześniej poznać dokonaniami w Tatrach i Alpach. Swoje szlify zdobywał m.in. pod okiem Wandy Rutkiewicz, a owocem jego pasji było przejście słynnego Wariantu R na tatrzańskim Mnichu w wieku zaledwie 20 lat. W latach 70. dał się poznać jako niezwykle odporny wspinacz, czego dowodem było błyskawiczne zdobycie Piku Komunizmu (7495 m n.p.m.) oraz Piku Korżeniewskiej (7105 m n.p.m.). Swoje działania w górach łączył z pracą zawodową jako inżynier elektronik.

Leszka Cichego można śmiało nazwać pionierem. Po zdobyciu szlifów w Tatrach i Alpach (pokonał m.in. legendarną północną ścianę Matterhornu), już jako 25-latek razem z Januszem Onyszkiewiczem i Krzysztofem Zdzitowieckim zdobył Gasherbrum II (nową drogą) – było to pierwsze polskie wejście na ten szczyt. Wziął także udział w pierwszej polskiej wyprawie na K2. Ten inżynier geodeta poza górami pracował w Instytucie Fotogrametrii i Kartografii Politechniki Warszawskiej.

Wyścig z czasem i naturą

Akcja na przełomie 1979 i 1980 roku była walką z wyniszczającym wiatrem i kończącym się czasem. Zezwolenie wygasało w połowie lutego, a siły ekipy były na wyczerpaniu. Dopiero przedłużenie zgody przez władze Nepalu o dodatkowe dwa dni otworzyło „okno”, które wykorzystał duet Cichy-Wielicki.

17 lutego 1980 roku wyruszył decydujący atak z Przełęczy Południowej. Cichy oraz Wielicki musieli zmierzyć się z wysokością bez precyzyjnych prognoz pogody. Ich jedynym łącznikiem z bazą była radiostacja obsługiwana przez Bogdana Jankowskiego.

„Halo Andrzej, wiesz gdzie jesteśmy?”

O godzinie 14:25 czasu lokalnego obaj wspinacze stanęli na wierzchołku Mount Everestu. Meldunek Leszka Cichego przeszedł do legendy: „Halo Andrzej, wiesz gdzie jesteśmy? Na szczycie Everestu!”. Radość w bazie była ogromna, choć sami zdobywcy, zgodnie z tatrzańską zasadą, gratulacje przyjęli dopiero po bezpiecznym zejściu. Tam też ich towarzysze uraczyli ich w ramach uznania czekoladowymi tortami.

Na wierzchołku spędzili 40 minut. Pozostawili tam m.in. różaniec od papieża Jana Pawła II, a zabrali kartkę pozostawioną przez amerykańskiego alpinistę Raya Geneta, który zginął podczas zejścia jesienią poprzedniego roku.

Dalsze dzieje bohaterów

Wielicki dwukrotnie potem stawał jako pierwszy na najwyższych szczytach świata zimą – na Kanczendzondze (w 1986 roku z Jerzym Kukuczką) i na Lhotse (w 1988 roku solo i w gorsecie ortopedycznym - to był jedyny taki wyczyn w pojedynkę w dziejach!). W 1996 roku jako drugi Polak zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. W późniejszych latach kierował kluczowymi wyprawami narodowymi, takimi jak na Broad Peak (pierwsze zimowe wejście w 2013 roku przez zespół Adam Bielecki,Maciej Berbeka, Tomasz Kowalski i Artur Małek) oraz na K2 w 2018 roku (nieudana próba zimowego wejścia).

Leszek Cichy zasłynął przede wszystkim jako pierwszy Polak, który skompletował tak zwaną Koronę Ziemi (lista najwyższych szczytów każdego kontynentu) w 1999 roku. W latach 1995–1999 był prezesem Polskiego Związku Alpinizmu. Ostatni raz na wspinaczce w najwyższych górach świata był na K2, którego finalnie nie zdobył (wraz z Anną Czerwińską i Dariuszem Załuskim dotarł do wysokości 7850 m n.p.m.), co w jego życiu było czwartą próbą.

Dziedzictwo polskiej złotej ery

Wyczyn Cichego i Wielickiego rozpoczął złotą erę polskiego himalaizmu. Polacy zdobyli jako pierwsi zimą 10 z 14 ośmiotysięczników. Pierwszym wspinaczem spoza Polski, który tego dokonał, był Włoch Simone Moro (na Sziszapangmę w 2005 roku, wspólnie z naszym rodakiem, Piotrem Morawskim). Całkowitą dominację Polaków przerwało dopiero zimowe wejście na Makalu w 2009 roku (Moro i Denis Urubko).

Zdobycie Everestu zimą pozostaje symbolem determinacji, która pozwoliła przełamać barierę niemożliwego w czasach, gdy sytuacja ekonomiczna w Polsce była nad wyraz trudna. Budzi to tym większy respekt, że Lodowi Wojownicy osiągali rzeczy, na które współcześni himalaiści – mimo nowoczesnego sprzętu – patrzą z ogromnym podziwem.