Odważny czy szalony plan?
Od samego początku wyprawa wydawała się bardzo ambitnym przedsięwzięciem. Południowe stoki K2 były wówczas słabo zbadane (droga klasyczna przez Żebro Abruzzi prowadzi od strony południowo-wschodniej). Kierownikiem wyprawy, podczas której finalnie wytyczono tę ekstremalnie trudną linię, był niemiecki lekarz oraz organizator licznych ekspedycji Karl Herrligkoffer. Znany był on ze wcześniejszej współpracy, a przy okazji zażartego sporu, z samym Reinholdem Messnerem – pierwszym zdobywcą Korony Himalajów i Karakorum.
Gdzie diabeł nie może, tam Polaków pośle – być może taka myśl przyświecała organizatorowi całego przedsięwzięcia. Tym sposobem do ataku szczytowego w stylu alpejskim został wyznaczony niezwykły duet: Jerzy Kukuczka i Tadeusz Piotrowski. Obaj wspinacze mieli już okazję wcześniej współpracować, zdobywając chociażby siedmiotysięcznik Tirich Mir East w Hindukuszu.
Trasa najeżona zagrożeniem
Sam atak szczytowy na K2 miał miejsce w dniach 3–8 lipca. Droga od początku była najeżona trudnościami. Na samym dole znajdowało się olbrzymie pole lodowe, nieustannie zagrożone lawinami. Wyżej czekała na nich trudna technicznie wspinaczka lodowo-skalna na wysokości powyżej 7000 m n.p.m. Kluczowym miejscem okazał się skrajnie trudny, pionowy komin skalny na wysokości około 8300 m n.p.m., który zmusił ich do biwakowania na maleńkiej półce bez namiotu. Polacy spędzili na ścianie kilka nocy. Ostatni biwak przed wierzchołkiem przetrwali, stojąc na wąskiej lodowej półce, przypięci do haków, bez namiotu, w temperaturze sięgającej -30°C. Te trudy przyniosły jednak oczekiwany skutek i 8 lipca o godzinie 18:25 zameldowali się na szczycie.
W cieniu tragedii
Wejście na K2 stanowiło jednak tylko połowę sukcesu – teraz należało bezpiecznie zejść. W drogę powrotną udali się przez Żebro Abruzzi. To z kolei zamieniło się w koszmar. Polacy spędzili kolejne dwie dramatyczne noce bez namiotu i gazu do gotowania wody. 10 lipca, poniżej tak zwanego Ramienia K2, na stromym odcinku lodowym doszło do tragedii. Tadeusz Piotrowski stracił oba raki, które zsunęły mu się z butów. Pozbawiony przyczepności na twardym jak szkło lodzie runął w przepaść, spadając prosto na idącego poniżej Kukuczkę. Kukuczka zdołał uniknąć uderzenia, ale Piotrowskiego nie dało się już uratować – zginął na miejscu. Jerzy Kukuczka dotarł do bazy sam, całkowicie wycieńczony i załamany stratą partnera. Tak wielki sukces został przyćmiony straszliwą śmiercią wybitnego himalaisty.
Rok 1986 był tragiczny na K2. W sumie w okresie od czerwca do sierpnia zginęło tam łącznie 13 himalaistów, z których wielu było wspinaczami światowej sławy.
Dziedzictwo "Polish Line"
Mimo ogromnej straty dla polskiego środowiska górskiego, przejście „Polish Line” uznawane jest za jedno z najwybitniejszych osiągnięć w historii światowego himalaizmu. W końcu mimo ogromnego rozwoju techniki i wiedzy o najwyższych górach świata nikomu dotąd nie udało się w pełni powtórzyć tego wyczynu. Sam Reinhold Messnerna wieść o przejściu tej drogi powiedział krótko:
"Ta droga jest tak skrajnie niebezpieczna, że pomysł jej powtórzenia jest czystym szaleństwem".