Po zdobyciu pierwszych szlifów wspinaczkowych w dolnośląskich Rudawach Janowickich, Wojciech Kurtyka jako 20-letni chłopak pod koniec lat 60. rozpoczął swoją tatrzańską przygodę. Bardzo szybko dał się poznać jako świetny taternik, który z niebywałą sprawnością radzi sobie na najtrudniejszych drogach. Co ciekawe, często nielegalnie przekraczał w granicę z ówczesną Czechosłowacją, aby móc popróbować swoich sił na wymagających turniach, znajdującej się po drugiej stronie Tatr. Tam przede wszystkim dał się zapamiętać wytyczeniem na Małym Młynarzu najtrudniejszej wówczas drogi w Tatrach (wycenionej później na VI+ w skali taternickiej), która do dziś znana jest jako „Kurtykówka”. Miało to miejsce w sierpniu 1970 r. Towarzyszyli mu wówczas Michał Gabryel i Janusz Kurczab (reprezentant Polski w szermierce na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960 r.), z którymi jeszcze nie jeden raz pojawiał się na najtrudniejszych drogach w Tatrach.
Kurtyka często wspinał się na Kazalnicy Mięguszowieckiej, wybierając największe wyzwania. Szczególnie intensywnie działał zimą 1970/1971. W sześcioosobowym zespole, w którym byli również Kurczab i Gabryel, przeszedł między innymi wymagający „Ściek” (VI A3). Następnie planował pierwsze zimowe przejście słynnej „Direttissimy” (VI A2-A3). Wtedy to spotkał późniejszą legendę himalaizmu, Jerzego Kukuczkę, który po przerwie spowodowanej służbą wojskową wrócił w Tatry. Kukuczka zrezygnował z próby przejścia „Direttissimy” po śmiertelnym wypadku jego partnera, Piotra Skorupy. Kurtyce wraz z Michałem Gabryelem, Tadeuszem Gibińskim i Andrzejem Wiluszem udało się dokończyć to zadanie.
W kolejnych sezonach przeszedł jako pierwszy zimą takie drogi jak „Pająki” (grudzień 1972) czy „Superściek” (V A2). Później coraz częściej wyjeżdżał za granicę, gdzie jego sława zaczęła nabierać coraz większego blasku. Mimo to chętnie wracał w Tatry, wspinając się z młodszymi, ale bardzo utalentowanymi kolegami – między innymi Andrzejem Marciszem, z którym wyznaczał nowe drogi na Kazalnicy Mięguszowieckiej. Sam Kurtyka po raz kolejny wprawił w olbrzymie zdumienie pokonaniem w przepięknym stylu „Łamańca” na Raptawickiej Turni (VI.5) w 1991 r.
Można stwierdzić, że kariera Wojciecha Kurtyki wpisała się w pewien kanon rozwoju naszych wspinaczy ze złotej ery polskiego himalaizmu. Podobnie jak wielu jego kolegów (w tym Jerzy Kukuczka) zaczynał od wspinaczki skałkowej, stawiając później w Tatrach swoje pierwsze kroki w górach wysokich. Następnie już przychodził czas zmierzyć się chociażby z Alpami, Kaukazem lub Hindukuszem, kończąc zaś w najwyższych pasmach świata – Himalajach i Karakorkum. Bez względu na rozmiar sukcesów trzeba przyznać, że zdobyte w Tatrach doświadczenie odegrało w osiągniętych sukcesach górskich ogromną rolę.