Andrzej Marciniak

Mówi się, że ta tragedia zakończyła złotą erę polskiego himalaizmu lat 80. 27 maja 1989 roku w masywie najwyższej góry świata zeszła katastrofalna lawina. Zabrała życie pięciu wspaniałym wspinaczom, którzy zaliczali się do ścisłej czołówki w naszym kraju. Wśród nich byli między innymi Andrzej „Zyga” Heinrich oraz Eugeniusz Chrobak, znani ze świetnych dokonań i współpracy z samym Jerzym Kukuczką.

Ambitny cel na zachodniej grani

Wiosną 1989 roku nasi rodacy wyruszyli w Himalaje z nad wyraz ambitnym celem – zamierzali przejść Drogę Jugosłowiańską na Mount Everest. Trasa ta, wytyczona przez himalaistów z nieistniejącego już kraju dziesięć lat wcześniej, wiodła niezwykle wymagającą zachodnią granią szczytu. Do tamtego momentu została powtórzona zaledwie raz – w 1984 roku dokonał tego zespół z Bułgarii.

Droga na szczyt okazała się ekstremalnie męcząca. Polscy wspinacze musieli dotrzeć na przełęcz Lho La, skąd planowali zaatakować wierzchołek. Z powodu wiszącego seraka, który stwarzał ogromne zagrożenie, podjęli decyzję o wyborze dłuższej drogi dojściowej. Pierwsze próby zdobycia Everestu, rozpoczęte 5 maja, zakończyły się jednak niepowodzeniem. Dopiero 22 maja o godzinie 20:00 na najwyższym punkcie Ziemi zameldowali się Eugeniusz Chrobak (kierownik wyprawy) oraz Andrzej Marciniak.
 

Walka o powrót i uderzenie lawiny

Rozpoczął się dla nich żmudny odwrót, utrudniony przez gwałtowne załamanie pogody i fatalną widoczność. Wiatr na linach poręczowych miotał nimi straszliwie, lecz niestrudzeni himalaiści zdołali dotrzeć do obozu I. Tam czekali już na nich koledzy: Mirosław Gardzielewski oraz Mirosław „Falco” Dąsal. Niebawem dołączyli do nich także Andrzej Heinrich i Wacław Otręba, którzy wyszli w górę, aby pomóc w torowaniu drogi na dół.

Wszyscy byli skrajnie wyczerpani, mimo to 27 maja ruszyli w dalszą drogę, ryzykując marsz w terenie skrajnie zagrożonym lawinami. To wtedy rozegrał się dramat. Około godziny 13:00, gdy cała szóstka znajdowała się w kuluarze, ze stoków góry Khumbutse oberwały się masy śniegu. Mirosław Dąsal, Mirosław Gardzielewski i Wacław Otręba zginęli na miejscu. Zygmunt Heinrich odniósł ciężkie obrażenia (w tym uraz kręgosłupa) i zmarł kilkadziesiąt minut po przejściu lawiny. Najdłużej cierpiał Eugeniusz Chrobak – doznał złamania nogi oraz potężnego szoku, odchodząc dopiero w nocy.

W ostatnich chwilach towarzyszył mu jedyny ocalały z katastrofy, Andrzej Marciniak. Wyszedł on z wypadku bez ciężkich złamań, choć był mocno poobijany (lawina połamała mu żebra i wybiła zęby). Co gorsza, stracił w śniegu okulary lodowcowe, przez co szybko dotknęła go ślepota śnieżna. Próbował odkopać i uratować kolegów, lecz bezskutecznie. Na szczęście odnalazł działające radio, przez które zdołał wezwać pomoc.
 

Szaleńcza akcja ratunkowa

Akcja ratunkowa wydawała się misją niemożliwą, jednak dzięki determinacji kilku osób zakończyła się sukcesem. Ogromną rolę odegrali w niej inny wybitny polski himalaista, Artur Hajzer, oraz partnerka Marciniaka, Agnieszka. Walczyli oni o środki i dyplomatyczne zgody na przeprowadzenie interwencji w Chinach, odwiedzając liczne ambasady. Udało im się poruszyć międzynarodową opinię publiczną, a ich sojusznikiem okazał się sam Reinhold Messner – pierwszy zdobywca Korony Himalajów i Karakorum.

W samej, zorganizowanej błyskawicznie akcji ratunkowej 27-letniemu Hajzerowi, poza trzema Szerpami, towarzyszyli nowozelandzcy wspinacze: Rob Hall (późniejsza ofiara słynnej katastrofy na Evereście w 1996 roku i bohater książki Jona Krakauera „Wszystko za Everest”) oraz Gary Ball. Po dramatycznej, trwającej 55 godzin akcji ratunkowej udało się dotrzeć do Marciniaka i bezpiecznie sprowadzić go na dół.
 

Pamięć o tragedii

Tragedia ta została szeroko opisana w literaturze górskiej. Sam Andrzej Marciniak, który zginął w 2009 roku podczas wspinaczki w masywie Pośredniej Grani w słowackich Tatrach, dopisał swoje wspomnienia do epilogu książki „Każdemu jego Everest”. Jej autorem był Mirosław „Falco” Dąsal – jedna z ofiar tamtego tragicznego maja.