W drugiej połowie lat 60. słowacka służba ratownicza znajdowała się w trudnym położeniu sprzętowym. Choć marzeniem ratowników był zakup nowoczesnego francuskiego śmigłowca Alouette III, brak funduszy dewizowych zmusił ich do kontynuowania współpracy z lotnictwem wojskowym. Na początku kwietnia 1969 roku przeprowadzono serię lotów testowych, które wykazały, że używany wówczas radziecki śmigłowiec Mi-4 operuje na skraju swoich możliwości technicznych. Piloci alarmowali, że maszyna jest zbyt ciężka, brakuje jej rezerwy mocy na dużych wysokościach, a lądowania powyżej 1600 m n.p.m. zagrażają bezpieczeństwu załogi.
Mimo tych ostrzeżeń jedna z takich maszyn została przydzielona do zadań ratowniczych. Feralnego dnia, podczas próby lądowania w rejonie Wyżniego Harnaskiego Stawu w Dolinie Staroleśnej, śmigłowiec Mi-4 zahaczył śmigłem ogonowym o podłoże. Doprowadziło to do utraty kontroli i całkowitego zniszczenia maszyny. W wyniku tej katastrofy śmierć poniósł jeden pracownik TANAP-u, który wyskoczył ze spadającej maszyny, a następnie został przez nią przygnieciony.
Wypadek przyniósł natychmiastowe i drastyczne skutki. Współpraca z lotnictwem wojskowym została przerwana, a tragedia stała się koronnym argumentem za koniecznością zakupu profesjonalnego, lekkiego sprzętu dostosowanego do pracy w pionowym terenie. Choć majowe wydarzenia na krótko wstrzymały operacje lotnicze, nie zniechęciły ratowników do walki o nowoczesne lotnictwo. Doprowadziło to ostatecznie do sprowadzenia w Tatry specjalistycznych maszyn, takich jak wspomniany Alouette III, a w późniejszych latach nowoczesnych śmigłowców typu Eurocopter (następca Alouette) czy Agusta.