Kukuczka i Wielicki

Jerzy Kukuczka i Krzysztof Wielicki – tych dwóch himalaistów nie trzeba przedstawiać miłośnikom gór. Na ich koncie znajduje się wiele wspaniałych wejść na najwyższe szczyty świata, a do ich najważniejszych osiągnięć należy zaliczyć pierwsze zimowe zdobycie Kanczendzongi (co tybetańsku można przetłumaczyć jako "Pięć Skarbnic Wielkiego Śniegu") – trzeciego szczytu Ziemi. Miało to miejsce 11 stycznia 1986 roku. Wyprawie tej towarzyszyła jednak tragiczna śmierć wybitnego wspinacza.

Sama ekspedycja, zorganizowana przez Gliwicki Klub Wysokogórski, wyruszyła pod koniec 1985 roku do Nepalu. Jej kierownikiem był Andrzej Machnik, a w składzie znalazła się prawdziwa śmietanka polskiego himalaizmu: Jerzy Kukuczka oraz Krzysztof Wielicki. Pod Kanczendzongę zawitali także ich nieco mniej znani, ale bardzo utalentowani koledzy, jak chociażby Andrzej Czok oraz Artur Hajzer.

Jerzy Kukuczka, biorąc udział w tej wyprawie, chciał sięgnąć po swój dziewiąty ośmiotysięcznik. Swoją aktywnością sprawił, iż w świecie wspinaczki osiągnął status gwiazdy, stając się jednym z symboli polskiego himalaizmu. Wiele mówiło się wówczas o jego wyścigu z tyrolskim wspinaczem Reinholdem Messnerem o to, kto jako pierwszy zdobędzie wszystkie 14 ośmiotysięczników (choć obaj odżegnywali się od tej rywalizacji). Warto zaznaczyć, że rok wcześniej Kukuczka zdobył zimą dwa inne giganty: Dhaulagiri (wraz z Andrzejem Czokiem – pierwsze zimowe wejście) oraz Cho Oyu (trzy dni po pierwszych zimowych zdobywcach, Macieju Berbece i Macieju Pawłowskim).

Krzysztof Wielicki zasłynął przede wszystkim w 1980 roku jako pierwszy zimowy zdobywca najwyższej góry świata, Mount Everestu, czego dokonał razem z Leszkiem Cichym na wyprawie kierowanej przez legendarnego Andrzeja Zawadę. Sam zszokował świat cztery lata później, zdobywając w pojedynkę Broad Peak i wracając do bazy w ciągu zaledwie jednej doby. Kanczendzonga miała być jego czwartym ośmiotysięcznikiem.

Początki były niezwykle trudne. Z powodu fatalnych warunków, po dotarciu na wysokość 7800 m n.p.m., duet Kukuczka-Wielicki musiał zawrócić. Podjęto jednak kolejną próbę, wyznaczając do niej dwa zespoły – łącznie dziewięciu wspinaczy. Powyżej 7400 m n.p.m. u Andrzeja Czoka pojawiły się oznaki choroby wysokościowej, co zostało jednak zlekceważone zarówno przez samego himalaistę, jak i jego kolegów. Razem z Kukuczką, Wielickim oraz Przemysławem Piaseckim dotarł on do obozu czwartego, skąd dwaj pierwsi rozpoczęli atak szczytowy. Czok, w obliczu pogarszającego się stanu zdrowia, miał wraz z Piaseckim schodzić w dół.

11 stycznia 1986 roku Kukuczka wraz z Wielickim stanęli na szczycie Kanczendzongi. Słynący z żelaznej kondycji himalaiści stali się tym samym pierwszymi ludźmi, którzy zdobyli ten wierzchołek zimą. Ich dokonanie było tym większe, że osiągnęli to bez wspomagania się dodatkowym tlenem. Sam Wielicki w rozmowie z Polską Agencją Prasową wspominał, że mimo mrozu sięgającego -40 stopni Celsjusza, wejście nie nastręczało wielu trudności. Uskarżał się tylko na... za ciasne buty, które wcześniej okazyjnie kupił od francuskich kolegów. Spowodowało to brak czucia w nogach, które musiał pobudzać półgodzinnym uderzaniem czekanem w stopy.

W tym samym czasie rozgrywała się jednak tragedia Andrzeja Czoka, który błyskawicznie słabł podczas zejścia. Piaseckiemu nie udało się go sprowadzić; zostawił kolegę, by wezwać pomoc (sam nie był w stanie unieść całkowicie wycieńczonego partnera). Nie dysponował radiotelefonem, który w tamtym momencie mieli przy sobie Kukuczka i Wielicki. Wkrótce potem Andrzej Czok zmarł. Ponieważ nie dało się sprowadzić ciała na dół, zostało ono pochowane w szczelinie lodowca. Tym samym kolejna wielka wiktoria polskiego himalaizmu została przyćmiona przez żałobę.

Jerzy Kukuczka w 1987 roku razem z Arturem Hajzerem jako pierwsi zimą zdobyli Annapurnę, kończąc w tym samym roku swój marsz po Koronę Himalajów (w październiku wszedł na swój ostatni szczyt, Sziszapangmę). Zginął w 1989 roku podczas próby przejścia niezdobytej wówczas południowej ściany Lhotse.

Krzysztof Wielicki również zdobył wszystkie ośmiotysięczniki. Na jeden z nich – wspomniane Lhotse – wszedł jako pierwszy zimą i to w pojedynkę (1988 rok). Koronę Himalajów skompletował w 1996 roku. W późniejszych latach kierował wyprawami, m.in. tą z 2013 roku, podczas której dokonano pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak (niestety zakończonej śmiercią Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego).