Sama ekspedycja, zorganizowana przez Gliwicki Klub Wysokogórski, wyruszyła pod koniec 1985 roku do Nepalu. Jej kierownikiem był Andrzej Machnik, a w składzie znalazła się prawdziwa śmietanka polskiego himalaizmu: Jerzy Kukuczka oraz Krzysztof Wielicki. Pod Kanczendzongę zawitali także ich nieco mniej znani, ale bardzo utalentowani koledzy, jak chociażby Andrzej Czok oraz Artur Hajzer.
Jerzy Kukuczka, biorąc udział w tej wyprawie, chciał sięgnąć po swój dziewiąty ośmiotysięcznik. Swoją aktywnością sprawił, iż w świecie wspinaczki osiągnął status gwiazdy, stając się jednym z symboli polskiego himalaizmu. Wiele mówiło się wówczas o jego wyścigu z tyrolskim wspinaczem Reinholdem Messnerem o to, kto jako pierwszy zdobędzie wszystkie 14 ośmiotysięczników (choć obaj odżegnywali się od tej rywalizacji). Warto zaznaczyć, że rok wcześniej Kukuczka zdobył zimą dwa inne giganty: Dhaulagiri (wraz z Andrzejem Czokiem – pierwsze zimowe wejście) oraz Cho Oyu (trzy dni po pierwszych zimowych zdobywcach, Macieju Berbece i Macieju Pawłowskim).
Krzysztof Wielicki zasłynął przede wszystkim w 1980 roku jako pierwszy zimowy zdobywca najwyższej góry świata, Mount Everestu, czego dokonał razem z Leszkiem Cichym na wyprawie kierowanej przez legendarnego Andrzeja Zawadę. Sam zszokował świat cztery lata później, zdobywając w pojedynkę Broad Peak i wracając do bazy w ciągu zaledwie jednej doby. Kanczendzonga miała być jego czwartym ośmiotysięcznikiem.
Początki były niezwykle trudne. Z powodu fatalnych warunków, po dotarciu na wysokość 7800 m n.p.m., duet Kukuczka-Wielicki musiał zawrócić. Podjęto jednak kolejną próbę, wyznaczając do niej dwa zespoły – łącznie dziewięciu wspinaczy. Powyżej 7400 m n.p.m. u Andrzeja Czoka pojawiły się oznaki choroby wysokościowej, co zostało jednak zlekceważone zarówno przez samego himalaistę, jak i jego kolegów. Razem z Kukuczką, Wielickim oraz Przemysławem Piaseckim dotarł on do obozu czwartego, skąd dwaj pierwsi rozpoczęli atak szczytowy. Czok, w obliczu pogarszającego się stanu zdrowia, miał wraz z Piaseckim schodzić w dół.
11 stycznia 1986 roku Kukuczka wraz z Wielickim stanęli na szczycie Kanczendzongi. Słynący z żelaznej kondycji himalaiści stali się tym samym pierwszymi ludźmi, którzy zdobyli ten wierzchołek zimą. Ich dokonanie było tym większe, że osiągnęli to bez wspomagania się dodatkowym tlenem. Sam Wielicki w rozmowie z Polską Agencją Prasową wspominał, że mimo mrozu sięgającego -40 stopni Celsjusza, wejście nie nastręczało wielu trudności. Uskarżał się tylko na... za ciasne buty, które wcześniej okazyjnie kupił od francuskich kolegów. Spowodowało to brak czucia w nogach, które musiał pobudzać półgodzinnym uderzaniem czekanem w stopy.
W tym samym czasie rozgrywała się jednak tragedia Andrzeja Czoka, który błyskawicznie słabł podczas zejścia. Piaseckiemu nie udało się go sprowadzić; zostawił kolegę, by wezwać pomoc (sam nie był w stanie unieść całkowicie wycieńczonego partnera). Nie dysponował radiotelefonem, który w tamtym momencie mieli przy sobie Kukuczka i Wielicki. Wkrótce potem Andrzej Czok zmarł. Ponieważ nie dało się sprowadzić ciała na dół, zostało ono pochowane w szczelinie lodowca. Tym samym kolejna wielka wiktoria polskiego himalaizmu została przyćmiona przez żałobę.
Jerzy Kukuczka w 1987 roku razem z Arturem Hajzerem jako pierwsi zimą zdobyli Annapurnę, kończąc w tym samym roku swój marsz po Koronę Himalajów (w październiku wszedł na swój ostatni szczyt, Sziszapangmę). Zginął w 1989 roku podczas próby przejścia niezdobytej wówczas południowej ściany Lhotse.
Krzysztof Wielicki również zdobył wszystkie ośmiotysięczniki. Na jeden z nich – wspomniane Lhotse – wszedł jako pierwszy zimą i to w pojedynkę (1988 rok). Koronę Himalajów skompletował w 1996 roku. W późniejszych latach kierował wyprawami, m.in. tą z 2013 roku, podczas której dokonano pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak (niestety zakończonej śmiercią Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego).