Liderem wyprawy był legendarny Andrzej Zawada – kierownik licznych wypraw w najwyższe góry świata (w tym tej na Mount Everest w 1980 r., zakończonej pierwszym wejściem zimą na tę górę przez Leszka Cichego i Krzysztofa Wielickiego). Co ciekawe, pierwotnie myślał o ruszeniu na K2, lecz władze Pakistanu nie wyraziły zgody na wyjście. Wobec tego pozostał niezdobyty zimą Czo Oju. Samo podejście pod niego było wymagające, ze względu, iż jego rejon stanowi trudno dostępne odludzie. To jednak nie wszystko – planowano wejść na wierzchołek bardzo wymagającym południowo-wschodnim filarem. Byłoby to zatem pierwsze zimowe wejście, poprowadzone nową drogą.
Do uczestnictwa w wyprawie, która już w grudniu 1984 zameldowała się w Nepalu, zostali zaproszeni Kanadyjczycy, którzy pokryli znaczną część kosztów, lecz po około trzech tygodniach wrócili do domu, gdyż skończyły im się urlopy (na miejscu pozostał z nich jedynie Jacek „Jacques” Olek – Polak, mieszkający na co dzień w Kanadzie). Z kolei wśród członków ekspedycji z Polski znalazła się sama śmietanka naszego himalaizmu. Mowa o Jerzym Kukuczce i Macieju Berbece. Kukucza – który nie miał jeszcze dużego doświadczenia zimowego w najwyższych górach świata – bardzo szybko poprosił Andrzeja Zawadę o możliwość opuszczenia wyprawy w celu wejścia na inny niezdobyty w tę porę roku wierzchołek – wspomniany we wstępie Dhaulagiri. Po pokonaniu tej góry miał dotrzeć do reszty pod Czo Oju, co nie do końca podobało się jego kolegom (uznali, że zostawi im najcięższą pracę do wykonania, sam przybywając "na gotowe").
Zdecydowanie największą „wprawę” w zimowej wspinaczce w Himalajach miał 30-letni Maciej Berbeka, będący najmłodszym członkiem zespołu. Dwa lata wcześniej dokonał on razem z Ryszardem Gajewskim pierwszego zimowego wejścia na Manaslu (8156 m n.p.m.), czyli ósmy szczyt świata (więcej na ten temat w innym materiale). Co ciekawe, był to drugi spośród wszystkich ośmiotysięczników zdobytych w tę porę roku (pierwszym był oczywiście Mount Everest). Bardzo szybko razem ze swoim kolegą z Grupy Tatrzańskiej GOPR (pod taką nazwą funkcjonował wówczas TOPR), Maciejem Pawlikowskm okazali się wybijającymi członkami ekspedycji. Od samego początku zanosiło się, że góra łatwo „nie puści”. Jak wspomina sam Maciej Pawlikowski (który skrzętnie spisywał notatki z wyprawy), najwięcej trudności sprawił początek sam drogi do wysokości około 6700 m n.p.m. Teren był bardzo skomplikowany technicznie niemal od samej podstawy ściany. Wyżej z kolei droga mogła wydawać się łatwiejsza, lecz wysokość robiła tu swoje. Docieranie do kolejnych obozów całkowicie wyczerpywało naszych himalaistów.
9 lutego z dalszej akcji zrezygnował duet Eugeniusz Chrobak i Mirosław Gardzielewski. Na ich miejsce z bazy głównej wyruszył Zygmunt Heinrich z niedawno przybyłym tu Jerzym Kukuczką, który trzy tygodnie wcześniej był na Dhaulagiri (o tym w osobnym artykule). W tym czasie Berbeka i Pawlikowski są już wysoko w górze. W końcu 12 lutego o godz. 14:20, w słoneczny lecz wietrzny i straszliwie mroźny dzień, meldują się na wierzchołku. Dla Berbeki był to trzeci ośmiotysięcznik (po Annapurnie i zimowym Manaslu), a dla Pawlikowskiego dopiero pierwszy. Trzy dni po nich szczyt zdobywają Kukuczka i Heinirch.
Ta wyprawa z całą pewnością stanowiło nieprawdopodobny sukces i prawdziwy ewenement w skali himalaizmu. W końcu – co już zaznaczono wcześniej – po raz pierwszy zdobyto ośmiotysięcznik nową drogą w trakcie zimy! Jak zaznacza sam Maciej Pawlikowski, pod Czo Oju pojawił się także rok później latem i dokładnie przyjrzał się pokonanej przez nich drodze, uzmysławiając sobie, jak trudna była.
Losy większości członków zespołu, którzy zimą 1985 r. zdobyli Czo Oju, zakończyły się właśnie w górach. Kukuczka zginął w 1987 r. podczas próby pokonania południowej ściany Lhotse, Heinircha porwała lawina pod Mount Everestem w 1989 r., zaś Berbeka w 2013 r. zaginął podczas zejścia z wierzchołka Broad Peaku (było to pierwsze zimowe wejście na ten szczyt, którego dokonał z Arturem Małkiem, Adamem Bieleckim i Tomaszem Kowalskim). Maciej Pawlikowski szczęśliwie przez wiele lat prowadził działalność w najwyższych górach świata (brał udział chociażby w zimowych próbach zdobycia K2 czy Nanga Parbat), którą łączył z pracą jako zawodowy ratownik TOPR i przewodnik górski, przechodząc w końcu na zasłużoną emeryturę.