Dhaulagiri jeszcze do połowy XIX w. uchodziło za najwyższy wierzchołek świata. Wszystko to za sprawą ogromnej deniwelacji – między wierzchołkiem a znajdującą się u jego stóp doliną rzeki Kali Gandaki jest to około 6000 m! Dopiero w 1852 r. dokonano kolejnych pomiarów, w wyniku których stwierdzono, że palma pierwszeństwa należy do szczytu o nazwie Peak XV (z angielskiego „Szczyt XV”), który w 1865 r. został nazwany Mount Everestem. Dhaulagiri Dhaulagiri zostało zdobyte jako przedostatni z wszystkich ośmiotysięczników, a dokonała tego w maju 1960 r. szwajcarska wyprawa, kierowana przez Maxa Eiselina. Z Polaków po raz szczyt zdobyli Wojciech Kurtyka i Ludwik Wilczyński, czego dokonali nową drogą (przez wschodnią ścianą) i w stylu alpejskim. Co ciekawe, Dhaulagiri zostało zdobyte przez wyprawę Japończyków w 13 grudnia 1982, jednak z powodu, iż nie była to zima kalendarzowa, nie uznano tego za pierwsze zimowe wejście.
W grudniu 1984 r. pod masywem zameldowała się polska wyprawa Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego, pod kierownictwem Adama Bilczewskiego. Największymi gwiazdą tego zespołu był oczywiście idący jak burza po skompletowanie wszystkich wierzchołków ośmiotysięczników (czyli tak zwanej Korony Himalajów i Karakorum), Jerzy Kukuczka. Miał to być jego ósmy szczyt z tej listy, ale pierwszy zdobyty zimą. W mediach wówczas mówiło się już o jego wyścigu z Włochem Reinholdem Messnerem o tytuł pierwszego człowieka, który skompletuje wszystkie z 14 punktów (co ciekawe, od samej rywalizacji obaj panowie się odżegnywali, odnosząc się do siebie z wielką sympatią).
Członkiem tego zespołu był także inny przedstawiciel czołówki polskiego himalaizmu, Andrzej Czok. Podobnie jak Kukuczka miał 36 lat i bogate doświadczenie. Razem ze swoim kolegą zdobywali wcześniej Mount Everest oraz Lhotse. Ponadto Czok był już na Makalu oraz dotarł nową drogą na wysokość ok. 8000 m n.p.m. w masywie K2.
Wspinaczka na Dhaulagiri od początku niosła ze sobą olbrzymie trudy. Pogoda jak na złość nie chciała „współpracować”. Zakładanie kolejnych obozów zabrało himalaistom ponad miesiąc. 19 stycznia Kukuczka i Czok, a także towarzyszący im Mirosław Kuraś podjęli się próby zdobycia szczytu. Ogromnym utrudnieniem były lawiny, które zasypywały ich obozy pośrednie. Tak było chociażby z obozem czwartym na wysokości 7400 m n.p.m. Z racji, iż został właściwie ulokowany znajdującym się w namiotach wspinaczom nic się nie stało. Musieli jednak odkopywać się z mas śniegu, w trakcie czego Kuraś doznał odmrożenia dłoni i zmuszony był wycofać się do obozu drugiego. Niezbyt fortunnie postąpił Czok, który nie ubrał ochraniaczy na buty, co też miało potem dla niego bardzo złe skutki.
Dwójka Polaków przy bardzo kiepskiej widoczności zameldowała się na wierzchołku około 15:30 dnia 21 stycznia, co udało się dokonać bez wspomagania tlenem. Zejście ze szczytu okazało się jednak niemniej trudne niż wejście. Himalaiści pogubili drogę i zmuszeni zostali do noclegu na 7800 m n.p.m. przy -45 ºC, nie mając ze sobą sprzętu biwakowego. W międzyczasie Czok doznał odmrożenia stóp. Łączność z bazą nawiązano dopiero o poranku (kierownik Adam Bilczewski ze stresu podobno po raz pierwszy od 17 lat sięgnął po papierosa). W trakcie kolejnych prób zejścia panowie rozdzielili się. Szczęśliwie dla Czoka natrafił on na Kurasia, który pomógł zejść do obozu drugiego, skąd został zabrany śmigłowcem do szpitala. Kukuczka dotarł tam z kolei sam.
Można powiedzieć, że wyprawa skończyła się naprawdę szczęśliwie. Dzięki właściwej opiece kolegów (w tym lekarza wyprawy, Krzysztofa Witkowskiego) i szybkiemu transportowi lotniczemu, Andrzej Czok stracił jedynie koniuszki palców u stóp, które zostały mu amputowane. Kukuczka z kolei nie poprzestał na tym i już po zejściu ruszył pod Czo Oju, które zdobył już 15 lutego wraz z Andrzejem „Zygą” Heinrichem. Było to zaledwie trzy dni po pierwszym zimowym wejściu na ten wierzchołek, czego dokonał Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski.
Kukuczka i Czok, wspólnie ze słynnym Krzysztofem Wielickim (wcześniej z Leszkiem Cichym zdobyli Mount Everest zimą jako pierwsi), rok później próbowali dokonać pierwszego zimowej wejścia na trzeci szczyt świata, Kanczendzongę (8586 m n.p.m.). Udało się to osiągnąć jedynie Wielickiemu i Kukuczce. Sam Czok doznał obrzęku płuc i zmarł w trakcie pobytu w obozie trzecim. Został pochowany w szczelinie lodowej na południowej ścianie masywu.