Filar Leporowskiego w Tatrach

Historia polskiego taternictwa okresu międzywojennego to kronika wielkich sukcesów, ale i tragicznych zdarzeń. Mało która postać rozpalała wyobraźnię tak mocno, jak Jerzy Leporowski. Urodzony 21 lutego 1897 roku, w powszechnej świadomości zapisał się jako „człowiek-mucha”, który z niewytłumaczalną lekkością pokonywał pionowe ściany bez asekuracji. Choć jego intensywna kariera trwała zaledwie kilka lat, zdążył w tym czasie przesunąć granice tego, co uznawano za fizycznie i psychicznie możliwe w najwyższych polskich górach.

Poza górami - kupiec i… lotnik?

Poza Tatrami Leporowski wiódł życie, które na pozór nie zdradzało jego ekstremalnej pasji. Był kupcem prowadzącym w Poznaniu sklep z artykułami kolonialnymi. O jego życiu prywatnym niewiele wiadomo – wiemy jedynie, że miał żonę Ellę i syna Romana (którego osierocił, gdy ten miał zaledwie 6 lat). Najbardziej intrygującym elementem jego biografii pozostaje niepotwierdzona legenda o służbie w niemieckim lotnictwie podczas I wojny światowej. Choć historycy nie znaleźli na to twardych dowodów, współcześni mu taternicy, jak Mieczysław Świerz, wierzyli, że to właśnie podniebne doświadczenia uodporniły go na paraliżującą wielu ekspozycję i lęk wysokości.

Czas na Tatry!

Droga Leporowskiego do taternictwa nie była typowa. Kiedy w 1923 roku po raz pierwszy przyjechał w Tatry, zaczął od turystycznych wejść na Giewont, by rok później przeżyć chrzest bojowy na Niebieskiej Turni. Tam, po utknięciu w trudnym terenie, musiał zostać uratowany przez wyprawę TOPR. To wydarzenie, zamiast zniechęcić młodego wspinacza, stało się impulsem do szlifowania techniki. Wkrótce potem porzucił konwencjonalne metody i zaczął działać w stylu, który budził grozę: samotnie, szybko i z absolutną pewnością każdego ruchu. Jego największym triumfem było dwukrotne pokonanie południowej ściany Zamarłej Turni w lipcu 1927 roku. Za drugim razem, chcąc udowodnić swoją wartość napotkanym w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich taternikom, przeszedł tę ekstremalną drogę w zaledwie 54 minuty, co na owe czasy było wyczynem wręcz nadludzkim.

Solo i w zespole

Leporowski samotnie przechodził także bardzo trudne drogi na Galerii Gankowej, Ostrym Szczycie czy Żabim Koniu (lata 1926–1927). Mimo etykiety samotnika, w ostatnim roku życia zaczął częściej wspinać się w zespołach, dzieląc linę z największymi postaciami epoki. To właśnie wtedy, wspólnie z Janem Krzyżanowskim czy Mieczysławem Świerzem, atakował północną ścianę Małego Kieżmarskiego Szczytu (najwyższą w całych Tatrach!) czy południową ścianę Lodowej Kopy (tam też wyznaczył w swoim życiu jedyną nową drogę).

Tragiczna próba pionierskiego przejścia

Wydawało się, że „Król Solistów” zaczyna się “ustatkowywać” i skłaniać ku taternictwu klasycznemu. Jednak 19 lipca 1928 roku podjął swoją ostatnią, najbardziej zuchwałą próbę – atak solo na dziewiczy, niezdobyty wcześniej północny filar Koziego Wierchu. Tragedia rozegrała się na oczach Róży Drojeckiej, jedynego świadka wypadku. Około osiemdziesięciu metrów nad podstawą ściany Leporowski odpadł wraz z kruchym blokiem skalnym, ginąc na miejscu. Jego śmierć stała się mitem założycielskim „czarnej serii” polskiego taternictwa; w krótkim odstępie czasu góry zabrały także Jadwigę Honowską, Zofię Krókowska i Mieczysława Świerza. Północny filar Koziego Wierchu, dokończony rok później przez jego kolegów, nazwano Filarem Leporowskiego. Sam taternik został pochowany na Nowym Cmentarzu w Zakopanem.