W kwietniu 1933 roku przekonał się o tym jeden z najwybitniejszych taterników tamtych czasów, Wincenty Birkenmajer. Ten niezwykle utalentowany wspinacz postanowił wówczas podjąć próbę pierwszego zimowego przejścia wschodniego filara Ganku. Miał on już na koncie wiele tatrzańskich i alpejskich sukcesów, w tym dziewicze przejście owego filara w warunkach letnich, trzy lata wcześniej. Można więc powiedzieć, że był odpowiednią osobą do podjęcia takiej próby.
Próby jednak niełatwej. 800-metrowy, niezwykle stromy filar Ganku w warunkach zimowych wydawał się przerażający. Jego zdobycie o tej porze roku na pewno pozostałoby na długie lata niedoścignionym rekordem taternickim. Pokonanie tej drogi wymagałoby jednak żelaznej kondycji i dobrego partnera. Na tym etapie Birkenmajer nie popełnił błędu – ze schroniska w Dolinie Roztoki wyruszył z nim Stanisław Groński, taternik i alpinista wysokiej klasy.
Wydaje się, że co innego zadecydowało o takim, a nie innym rozwoju wypadków. Birkenmajer miał już 34 lata i spodziewał się, że jego kariera taternicka niedługo dobiegnie końca. Wschodni filar Ganku zimą miał być jego ostatnim wielkim sukcesem. To wywołało u wspinacza niezwykłe parcie na wynik – wręcz nielogiczne, nierozsądne i, jak się okazało, tragiczne w skutkach.
Birkenmajer na co dzień mieszkał w Poznaniu. Podróż do Zakopanego wymusiła na nim konieczność spędzenia dwóch nocy w pociągu. Jako że nie był człowiekiem zamożnym, podróżował trzecią klasą, w marnych warunkach, część drogi pokonując na stojąco. Mimo to, bezpośrednio po przyjeździe, taternik i jego towarzysz ruszyli do schroniska w Dolinie Roztoki, a jeszcze tego samego dnia przedarli się do Doliny Kaczej, gdzie rozbili biwak.
Nocleg polowy w warunkach zimowych nie pozwolił Birkenmajerowi wystarczająco odpocząć. Rano zaczął wymiotować, krwawić z nosa i skarżyć się na bóle. Jego towarzysz zaproponował rezygnację lub choćby przełożenie próby, ale Birkenmajer całkowicie to zignorował. Jeszcze kilka razy Groński, widząc słabość partnera, namawiał go do odwrotu, lecz nic nie wskórał. Birkenmajer był zdeterminowany i bardziej doświadczony, toteż Groński musiał w końcu ustąpić.
Finał tej historii jest tragiczny. Po kilku dniach spędzonych w ścianie walka o zwycięstwo przerodziła się w walkę o życie. Birkenmajer słabł w oczach. Gdy w końcu zgodził się na odwrót, taternicy znajdowali się już w bardzo trudnym terenie, trawersując w coraz gorszych warunkach pogodowych arcygroźne urwisko Galerii Gankowej. W końcu Birkenmajer upadł i nie był w stanie iść dalej. Towarzysz ciągnął go jeszcze jakiś czas za sobą, aż wreszcie zorientował się, że ratuje już tylko ciało. Wówczas porzucił zwłoki i nie bez problemów „przerzucił się” na drugą stronę grani przez Rumanową Przełęcz, schodząc do Popradzkiego Stawu po pomoc.
Warto dodać, że wyprawa po ciało Birkenmajera była jedną z najtrudniejszych operacji w historii ratownictwa tatrzańskiego. Brało w niej udział 10 polskich i 7 czechosłowackich ratowników. W fatalnych warunkach i bardzo eksponowanym terenie transportowanie zwłok zagrażało życiu ratowników TOPR. W pewnym momencie cudem uniknięto tragedii – ciało Birkenmajera zsunęło się na całą długość liny i zatrzymało niebezpiecznie blisko przepaści, niemal pociągając za sobą ratowników…